
– I zdecydowałeś się wybudować ten dom.
– Coś w tym stylu. Spodobało mi się to miejsce. – Zapewniało prywatność, gdy Cal jej potrzebował, i było blisko lasu, w którym wszystko się zaczęło. – Znam kilku ludzi po fachu i razem go postawiliśmy. Jak ci smakuje kawa?
– Wspaniała. Gotować też umiesz?
– Kawa to moja specjalność. Czytałem twoje książki. – I jak?
– Podobały mi się. Pewnie wiesz, że nie byłoby cię tutaj, gdyby mi się nie spodobały.
– I wtedy byłoby mi cholernie ciężko napisać tę obecną. Nazywasz się Hawkins, jesteś potomkiem założyciela osady, która potem rozrosła się w wioskę, a wreszcie w miasteczko. Odgrywasz też jedną z głównych ról w bardziej współczesnych niewyjaśnionych incydentach związanych z miastem. Badałam historię tego miejsca, znam stare legendy i różne teorie – powiedziała i sięgnęła do torby, która służyła jej zarówno za torebkę, jak i za aktówkę. Wyjęła mały magnetofon, włączyła go i postawiła na stoliku między nimi.
Uśmiechając się zachęcająco, położyła na kolanach notes i otworzyła na pustej stronie.
– W takim razie powiedz mi, Cal, o tym, co się wydarzyło między siódmym a czternastym lipca w osiemdziesiątym siódmym, dziewięćdziesiątym czwartym i dwa tysiące pierwszym roku.
Obracająca się taśma wprawiła go w zdenerwowanie.
– Nie owijasz w bawełnę, co?
– Uwielbiam wiedzieć. Siódmego lipca są twoje urodziny, a także Foxa O'Della i Gage'a Turnera, którzy przyszli na świat w tym samym roku, co ty. Razem dorastaliście w Hawkins Hollow. Czytałam, że ty, O'Dell i Turner wezwaliście straż pożarną, gdy siódmego lipca tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego roku wybuchł pożar w szkole podstawowej, i uratowaliście życie Marian Lister, gdy została uwięziona w środku.
Mówiąc to, Quinn cały czas patrzyła mu w oczy. Calowi podobało się, że nie musiała korzystać ze swoich notatek i cały czas utrzymywała z nim kontakt wzrokowy.
