
– Na razie tak.
– Idźmy dalej. W dwa tysiące pierwszym…
– Znam schemat – przerwał jej Cal.
– Co siedem lat – powiedziała Quinn, kiwając głową. – Przez siedem nocy. W ciągu dnia – z tego co udało mi się ustalić – niewiele się dzieje, ale pomiędzy zachodem a wschodem słońca – istne pandemonium. Ciężko uznać za zbieg okoliczności, że te anomalie występują co siedem lat i zaczynają się dokładnie w dniu twoich urodzin. Siódemka jest uznawana za magiczną liczbę zarówno przez wyznawców białej, jak i czarnej magii. Ty urodziłeś się siódmego dnia siódmego miesiąca tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego siódmego roku.
– Gdybym znał odpowiedź, powstrzymałbym to. Gdybym wiedział, o co chodzi, nie rozmawiałbym teraz z tobą. Zgodziłem się na ten wywiad, bo może, ale tylko może, znajdziesz wyjaśnienie albo pomożesz mi je znaleźć.
– W takim razie opowiedz mi, co się wydarzyło, co ty wiesz, myślisz, czujesz na ten temat.
Cal odstawił kubek z kawą i pochylając się do przodu, zajrzał Quinn głęboko w oczy.
– Nie na pierwszej randce. Spryciarz, pomyślała z pewnym uznaniem.
– Dobrze. Następnym razem najpierw zaproszę cię na kolację. Ale może teraz pobawisz się w przewodnika i zabierzesz mnie do Kamienia Pogan?
– Jest za późno. To dobre dwie godziny drogi, nie zdążylibyśmy wrócić przed zmrokiem.
– Nie boję się ciemności. Jego oczy stały się lodowate.
– Tu byś się bała. Zapewniam cię, w tych lasach są miejsca, do których nikt się nie zapuszcza po zmierzchu o żadnej porze roku.
Quinn poczuła lodowaty dreszcz u podstawy kręgosłupa.
– Widziałeś kiedyś chłopca, w wieku około dziesięciu lat, z ciemnymi włosami i czerwonymi oczami? – Zobaczyła, że Cal zbladł, i wiedziała, że trafiła w sedno. – Widziałeś go.
