Etap drugi i trzeci planu – wybór odpowiedniego makijażu oraz wizyta u fryzjera, który miał okiełznać niesforne blond włosy. Daisy już teraz szczerze żałowała biedaka, któremu przyjdzie zmierzyć się z tym trudnym do wykonania zadaniem.

Popatrzyła na dłoń Roberta – piękną, o długich, smukłych palcach. Poszarpana blizna, widoczna na kostkach, była pozostałością po walce z rozwścieczonym psem, który zaatakował Daisy, gdy miała sześć lat.

Przez chwilę pozwoliła sobie rozkoszować się dotykiem Roberta. Ale tylko przez chwilę. Potem cofnęła rękę, podniosła kieliszek i energicznym ruchem zamieszała pozostałą w nim resztkę wina.

– Mama chce mnie wyleczyć z nieśmiałości – przyznała. – Uważa, że publiczny występ dobrze mi zrobi.

Nadal się uśmiechał, lecz tym razem ze szczerym współczuciem.

– Naprawdę żal mi ciebie, Daisy. Obawiam się jednak, że będziesz musiała znieść wszystko z uśmiechem na twarzy.

– Ty byś zniósł?

– Wszystko bym zniósł dla świętego spokoju – zapewnił ją. – Mogę nawet włożyć żółtą kamizelkę, jeśli dzięki temu poczujesz się lepiej – zaproponował nieoczekiwanie. – No wiesz, na znak solidarności…

– Żółtą aksamitną kamizelkę? – spytała.

– Czemu nie?

Łatwo mu było mówić. Obydwoje dobrze wiedzieli, że matka Ginny storpeduje każdy przejaw indywidualizmu. Wszystko musiało przebiegać zgodnie z od dawna ustalonym planem.

– Możesz ufarbować włosy na czarno i wtedy nie będziesz się różnić od reszty druhen – zaproponował. – Chociaż nie wiem, czy czarne kaczątko to najlepszy pomysł.

– Chyba żartujesz! – Czy on kiedykolwiek traktował ją serio? Co prawda miał prawo być dzisiaj trochę zdenerwowany, ponieważ Janine, widząc jego awersję do instytucji małżeństwa, postanowiła z nim zerwać, zanim on sam podjął taką decyzję. Ale na pewno otoczy go zaraz tłum wielbicielek, tylko czekających, by zająć miejsce u jego boku.



5 из 116