
Nawet nie próbowała się bronić. Siostra kupiła jej tę małą torebkę na urodziny, prawdopodobnie namówiona przez matkę, pragnącą uczynić z Daisy kobietę w każdym calu.
– I nie wyżywaj się na mnie z powodu głupiej sukni z żółtego aksamitu – dodał. – Ciesz się, że nie musisz pokazywać nóg.
– Co ty wiesz o moich nogach? – obruszyła się.
– Nic. Pamiętam tylko, że masz kościste, sterczące kolana. Pewnie dlatego zawsze starannie je ukrywasz. Spodnie, dżinsy, długie spódnice… – Uśmiechnął się do niej tak rozbrajająco, że jej serce stopniało jak wosk. – Nie chciałabyś przecież, bym cię okłamywał i twierdził, że będziesz doskonale wyglądać w żółtym, nieprawdaż?
To byłoby zupełnie miłe, pomyślała. Ale oni nigdy się nie okłamywali.
– Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele nie muszą niczego udawać – dokończył.
Tak, byli przyjaciółmi. Uchwyciła się tej myśli. Robert co prawda nie obsypywał jej różami, nie zabierał do drogich restauracji i nie faszerował wędzonym łososiem ani truflami, ale również nie zrywał z nią po miesiącu znajomości. Naprawdę byli przyjaciółmi. Najlepszymi przyjaciółmi. I wiedziała od dawna, że jeśli pragnie nadal uczestniczyć w jego życiu, musi zaakceptować rzeczy takimi, jakimi są.
Była częścią jego życia, to fakt. Opowiadał jej o wszystkim. Nauczyła się słuchać i była zawsze pod ręką, gdy właśnie rozstawał się z kolejną dziewczyną. Zabierał ją wówczas na lunch lub na przyjęcie. Ale nigdy nie łudziła się nadzieją, że spędzą wspólnie cały wieczór.
Oczywiście Robert nigdy nie zostawił jej samej. Zawsze dopilnował, aby ktoś odpowiedni – czyli odpowiedzialny, nudny i bezbarwny – odwiózł ją do domu. A potem całymi tygodniami wyśmiewał się z jej nowego „chłopaka".
– Mam rację, prawda? – nalegał.
– Udawać? – Zmarszczyła brwi. – Oczywiście – dodała szybko. – Nigdy bym tego nie chciała. – Zerknęła na zegarek. – Ale teraz muszę już iść, żeby poddać się torturom zwężania sukni.
