No a co ja na to poradzę, że muszę pracować fanaberyjnie…?

Z dużym oporem przyznałam się samej sobie, że chyba gorsza jestem na gruncie prywatnym. Ohydna pamięć miała rację, podsuwając wstrętne wspomnienia, powinnam troszeczkę liczyć się z tymi nieszczęsnymi ludźmi, mającymi ze mną do czynienia, zastanowić się czasem, w co im włażę zabłoconymi gumiakami, pohamować swoją wściekłą spontaniczność. Na własnej skórze wszak odczuwałam, jak to wygląda, nie raz, nie dwa, nie trzy…

Gwałtownie zapragnęłam poprawy.

Pierwszym objawem pozytywnym była myśl, że Grażynka trupem padnie, jeśli się dowie, że jej list trafił do mnie. Zatem nie może się dowiedzieć, za nic w świecie i nigdy w życiu.

Zadzwoniłam do Anity.

– Muszę ci coś powiedzieć w cztery oczy i ma to być straszna tajemnica na zawsze – oznajmiłam.

– Tajemnica, którą zna więcej niż jedna osoba… – zaczęła ostrzegawczo Anita.

– Wiem, ale musisz ją znać, bo inaczej coś ci się wyrwie…

– Zaraz – przerwała mi Anita. – Chyba jakoś dziwnie mówisz. Wyrwie mi się, jeśli nie będę jej znała? Jakim cudem?

– Znasz połowę. I nie wiesz, że jest to tajemnica.

– Zaciekawiłaś mnie teraz do nieprzytomności. Trudno, spóźnię się na kolegium. Mów, byle szybko!

– Dostałaś od Grażynki list do mnie. I niech cię ręka boska broni powiedzieć jej o tym!

Anita milczała przez chwilę.

– Spóźnię się gwarantowanie – zapewniła mnie. – Ale to pewnie znaczy, że ty dostałaś list do mnie?

– Owszem. I Grażynka umrze, jeśli wykryje pomyłkę. Albo ucieknie na pustynię, też niedobrze. A listu ci nie dam.



13 из 245