
Znalazłam numer, zadzwoniłam, przypomniałam mu się.
– Chciałam pana bardzo przeprosić – rzekłam ze skruchą.
– Mnie? – zdziwił się facet. – Za co?
– Za natręctwo. Pokazywał mi pan brakteat Jaksy z Kopanicy, bo czepiałam się pana jak rzep… – w ostatniej chwili powstrzymałam rwące mi się z ust słowa: psiego ogona. To by chyba też było trochę nietaktowne…? – A pan, o ile pamiętam, był zaziębiony i zajęty…
– Chwileczkę, proszę pani. To chyba jakaś pomyłka? Nigdy w życiu nie miałem brakteatu Jaksy z Kopanicy!
– Pan Józef Pietrzak? – upewniłam się po sekundzie zaskoczenia.
– Tak, to ja, ale…
– No więc tak. To u pana widziałam tę idiotyczną blaszkę…
– Jak pani może nazywać idiotyczną blaszką brakteat Jaksy z Kopanicy!
– Miałam na myśli rozmiar – usprawiedliwiłam się czym prędzej. – Z całym szacunkiem dla numizmatu. U pana…
– Niemożliwe, proszę pani. Nie miałem i nadal nie mam tego brakteatu, chociaż przyznaję, że poluję na niego od dawna.
– To może miał pan od kogoś pożyczony.
– Kto pożycza takie rzeczy?!
– Nie wiem. Ja, w każdym razie, oglądałam…
– To nie u mnie – zdenerwował się Józef Pietrzak. – Nie mam pojęcia u kogo, ale jeśli pani to sobie przypomni, bardzo proszę o informację. Też bym chętnie jeszcze raz w życiu obejrzał.
List Grażynki spowodował, że przestałam się upierać. Uświadomiłam sobie, że znów popełniam jakąś niewłaściwość, może facet ma swoje powody, żeby wyprzeć się tego Jaksy, może ktoś go słucha, może boi się rabunku, ostatecznie brakteat Jaksy z Kopanicy to raczej droga rzecz. A ja się znów czepiam.
No i proszę, pięknie mi wyszło odkręcanie nietaktu!
Diabli wiedzą jakie jeszcze głupoty zdołałabym popełnić, gdyby nie to, że zadzwoniła kuzynka Grażynki z Bolesławca z informacją o zbrodni. Grażynka właśnie wjechała do kraju, a gliny trzymają się jej pazurami. Niech coś zrobię, bo to przecież ja osobiście wypchnęłam ją do ofiary!
