
– A pewnie – odparła natychmiast Krysia, żywa, inteligentna dziewczynka, wybrawszy sobie osobliwy zestaw dań: frytki, drożdżówkę, kiełbaskę z rożna i lody. – Jak raz byłam, jak przyszła, taka zadyszana.
Zdziwiłam się odrobinę.
– Dlaczego zadyszana?
– Bo leciała. Zawsze wcześniej przychodziła, a wtedy jej później wypadło i bała się, że czegoś tam nie dostanie. Na cytryny czatowała, kwaśne lubiła, a takie cytryny, co to ktoś napoczął i nie wycisnął całkiem, to ona strasznie chciała. Wyciskała sobie do reszty.
– I kiedy to było? O której?
– A, to ja wiem na pewno, ale nikt mnie nie pytał. Za dziesięć ósma.
– Skąd wiesz tak na pewno?
– A bo ja tak pilnowałam godziny, bo po ósmej zaraz szedł ten serial „Na Wspólnej” na TVN, a ja to oglądam i nawet miałam o tym w wypracowaniu napisać, taką recenzję, a my nie mamy telewizora i ja to oglądam u mojej przyjaciółki, i chciałam donieść dla babci i dziadka kolację i jeszcze zdążyć na początek.
– I zdążyłaś?
– Zdążyłam. Akurat reklamy skończyli.
– A ta twoja przyjaciółka to pamięta?
– A dlaczego nie ma pamiętać? – zdziwiła się Krysia. – We drzwiach stała i na mnie czekała, bo wiedziała, że w wypracowaniu mam napisać, i jeszcze tupała nogami. I „gdzie jesteś, prędzej, prędzej” na mnie krzyczała. A zaraz na drugi dzień o pani Weronice się rozeszło.
Za dziesięć ósma… Jak oni to śledztwo prowadzą, skoro bystrej, przytomnej dziewczynki w ogóle nie spytali? Za dziesięć ósma Weronika była żywa, dłużej nawet, musiała przecież wrócić do domu, zatem, powiedzmy, do ósmej. Grażynka zdążyła do kuzynki na prognozę pogody po dzienniku, ósma dziesięć, samochodem jechała, niechby tylko pięć minut, jeśli nie wyszła wcześniej niż Weronika, zaczekała na nią, zostawało pięć minut… Niechby osiem. Czy rzeczywiście w ciągu ośmiu minut można zamordować człowieka i zrobić mu w domu taki dziki chaos? Nie, zaraz, mogła zacząć wcześniej…
