
– Tak jak powiedziałam – przerwała cichym głosem długie milczenie. – Czubek.
Myron zapragnął zmienić temat.
– Są jakieś wieści? – spytał.
– Z milion. Ale nic ekstra pilnego… Widziałeś ją? – zagadnęła po chwili.
– Kogo?
– Madonnę! – zirytowała się. – O kogo pytam?! Matkę Wina!
– Raz – odparł, sięgając pamięcią dziesięć lat wstecz. On i Win jedli wtedy kolację w klubie golfowym Merion.
Win nie odezwał się do niej. Ale ona do niego tak. Na to wspomnienie Myron znów poczuł zażenowanie.
– Powiedziałeś mu o porwaniu? – spytała.
– Nie. Co radzisz?
– Zrób to przez telefon – odparła. – Na bezpieczną odległość.
Rozdział 3
Szybko się rozłączyli.
Kiedy oddzwoniła, wciąż siedział w pokoju wypoczynkowym z Lindą. Bucky wrócił do Merion po Jacka.
– Wczoraj o szóstej osiemnaście po południu użyto karty bankomatowej chłopca – przekazała. – W oddziale banku First Philadelphia na Porter Street w południowej Filadelfii. Wyjęto sto osiemdziesiąt dolarów.
– Dzięki.
Zdobycie tej informacji nie było trudne. Każdy, kto znał numer konta, mógł ją otrzymać przez telefon, podając się za właściciela. A zresztą i bez tego mógł ją uzyskać byle ćwok, który zetknął się z pracą w policji, miał kontakty, dostęp do danych, a przynajmniej orientował się, komu dać w łapę. Przy ekspansji dzisiejszej, przyjaznej użytkownikowi techniki nie wymagało to żmudnych zabiegów. Techniki, która nie tylko depersonalizowała, ale rozpruwała życie człowieka, patroszyła go, odzierała z wszelkich pozorów prywatności.
Wystarczyło stuknąć w klawisze.
– Co się stało? – spytała Linda Coldren.
Powiedział jej.
– To nie musi oznaczać tego, co pan myśli – oświadczyła. – Numer PIN mógł podać porywaczowi Chad.
– Mógł – potwierdził Myron.
– Ale pan w to nie wierzy?
Wzruszył ramionami.
– Powiedzmy, że jestem bardziej niż nieco sceptyczny.
