
A skoro wykreśliła raz na zawsze ze swojego życia wszelką miłość, trzeba było przecież zastąpić ją czymś innym. Może nie liczyła tak naprawdę na znalezienie skarbu… Ale tak bardzo chciała móc sięgnąć po coś konkretnego, coś, czego można by się trzymać. Mgliście marzyła o życiu na wsi, o posiadłości należącej jedynie do niej. Gdzie podziały się te niejasne sny?
– Słuchaj, Maggie, gdyby tam znajdowało się rzeczywiście coś cennego, mój dziadek dawno zażądałby swojego udziału. Umarł biedny jak mysz kościelna. Zresztą gdyby nawet coś tam kiedyś było, prawdopodobnie zostało rozkradzione. W ciągu ostatnich dwóch lat dwukrotnie włamano się do tej rudery.
– Czy dowiedziałeś się o tym od dozorcy?
– To nic poważnego. Jakieś dzieciaki postanowiły się zabawić w domu, który od lat stoi pusty.
Zamilkł.
– Przez telefon – dodał po chwili – nie mówiłaś, że masz sentyment do tej posiadłości.
– Skądże? Nigdy tam nie byłam. Nawet nie wiedziałam o jej istnieniu.
– W takim razie nic się nie zmieniło. – Mike zdawał się starannie dobierać słowa.
– Tak jak postanowiliśmy, obejrzymy ją sobie, ocenimy jej stan, zorientujemy się, co należy naprawić, by móc ją wystawić na sprzedaż.
– Oczywiście.
– Innymi słowy, nie wpadło ci nagle do głowy, żeby zatrzymać ten dom dla siebie?
– Chyba żartujesz? Nie stać mnie na to. Z trudem płacę komorne za mieszkanie. Miałam po prostu przywidzenie. Jak to w czasie ciemnej nocy…
– I w towarzystwie obcego człowieka, który wiezie cię w nieznane – uśmiechnął się półgębkiem Mike. – Z naszych rozmów telefonicznych wywnioskowałem, że jesteś dziewczyną rzeczową, praktyczną…
– I rozumną – dokończyła za niego Maggie. – Możesz się nie martwić, Ianelli. Pamiętaj, że zajmuję stanowisko zastępcy kierownika produkcji mojej firmy.
