
Maggie umilkła i ziewnęła jak senny kot. Mike wstał i rozprostował plecy.
– Czy wiesz, że minęła północ? – zapytał. – Trzeba iść spać. Przed nami ciężki i długi dzień… Może chciałabyś się tutaj przespać? Na górze może być bardzo zimno.
– Nie, pójdę na górę. Mam puchowy śpiwór.
Wstała i rozejrzała się dookoła.
– Masz do wyboru kilka bardzo ciekawych sypialni. Jest różowa, seledynowa, czerwona… – powiedziała.
– Wszystko mi jedno. Zasnę byle gdzie.
Ale Maggie trudno było zasnąć. Nałożyła ciepłą flanelową koszulę, zapięła szczelnie śpiwór, ale nie mogła zmrużyć oka.
Mike wybrał pokój seledynowy, ona zaś różowy, ten z ogromnym łożem i lustrzaną ścianą.
Przez brudne szyby zaglądało światło księżyca, oświetlając jedwabne draperie i brokatowe poduszki.
To nie jest pokój dla jednej osoby, pomyślała Maggie. W tym łożu powinno leżeć dwoje ludzi, zasłony powinny być zaciągnięte. Na stoliku przy łóżku powinny stać kielichy z szampanem, na podłodze leżeć niedbale rzucona odzież. Damska i męska. Na jednym krześle długi sznur pereł, na drugim smoking, na trzecim jedwabny smokingowy pas. W powietrzu powinien unosić się silny zapach francuskich perfum,
To była autentyczna sypialnia rozpustnej damy. Wszystko w tym domu emanowało seksem. Kobiety tamtych czasów nie były nieśmiałe. W przeciwieństwie do Maggie, brały inicjatywę w swoje ręce, uwodziły mężczyzn, którzy im się podobali.
Gdyby ona miała prawo wyboru, wzięłaby sobie niewątpliwie Mike'a, co do tego nie miała wątpliwości. Gdy przymykała powieki, widziała go, jego przepastne, ciemne oczy, jego szerokie bary, silne ramiona.
Usiłowała za wszelką cenę zasnąć, ale nagle poczuła aa twarzy dziwny powiew. Coś miękkiego, jedwabistego musnęło jej policzek. Usłyszała dziwny, uporczywy dźwięk podobny do bzykania gigantycznej muchy. Po chwili poczuła dziwny zapach. Otworzyła oczy i zobaczyła wpatrzone w siebie, zawieszone w powietrzu dwa przenikliwe oczka. Żywe, prawdziwe oczka.
