
Kasei i Dao siedzieli w restauracji przy oknie i pili ciemne piwo. Z chwilą wejścia Ann wszyscy w sali znieruchomieli. Nieco czasu minęło, zanim się sobie przedstawili, ponieważ Kasei i Dao uściskali ją na powitanie, a następnie wrócili do przerwanego posiłku i rozmowy. Zamówili w kuchni jedzenie dla Ann, a wówczas obsługa restauracji także wyszła, aby się z nią przywitać; oczywiście także należeli do „Kakaze”. Ann czekała, aż odejdą, a wszyscy ludzie wrócą do swoich stolików; była zniecierpliwiona i skrępowana. Media stale powtarzały, że „Kakaze” są jej duchowymi dziećmi. Poglądy Ann zawsze były „czerwone”, tu niestety czuła się nieswojo.
Kasei był we wspaniałym nastroju, podobnie jak na początku rewolucji.
— Mniej więcej za tydzień chcemy zerwać kabel — oświadczył.
— Och, doprawdy!? — krzyknęła Ann. — A po cóż tak długo czekać?
Dao zlekceważył jej sarkazm i odparł po prostu:
— Trzeba ostrzec ludzi, aby mieli czas na opuszczenie równika. — Ten mężczyzna, chociaż zwykle zgorzkniały, dziś był równie wesoły jak Kasei.
— Co z tymi na kablu?
— Powiadomimy ich. Jednak nawet jeśli się ewakuują i poddadzą, i tak go zerwiemy.
— W jaki sposób? Naprawdę macie wyrzutnie rakietowe?
