Niektóre szpitale, ku jej żalowi, stosowały nawet jednorazowe czepki papierowe. Ale wszystkie zawsze broniły się przed zmianami, a John Carpendar najwyraźniej postanowił trzymać się tradycji. Nawet uniformy pielęgniarek były nieco niemodne. Pulchne, piegowate ramiona bliźniaczek opinały rękawki z kraciastej, różowej bawełny, którą pamiętała jeszcze z dawnych lat. Długość ich spódniczek nie szła na żadne ustępstwa wobec mody, a na masywnych nogach miały czarne, sznurowane buty na płaskich obcasach.

Ogarnęła szybkim spojrzeniem pozostałą trójkę. Pierwsza z brzegu, spokojna dziewczyna w okularach, o inteligentnej twarzy, od razu wzbudziła jej zaufanie. Chętnie widziałaby ją na każdym oddziale. Obok niej siedziała nachmurzona brunetka, przesadnie wymalowana i wyraźnie mało zainteresowana lekcją. Dość pospolita, pomyślała panna Beale. Ku zakłopotaniu swoich przełożonych, z lubością używała takich niemodnych przymiotników i dokładnie wiedziała, co należy przez nie rozumieć. Jej opinia: „Siostra przełożona rekrutuje bardzo miły typ dziewcząt” oznaczała, że pochodzą z porządnych rodzin, otrzymały należyte wykształcenie w szkole średniej, noszą spódnice do kolan albo dłuższe oraz są świadome przywilejów i obowiązków, które niesie zawód pielęgniarki. Ostatnią studentką w klasie była urodziwa blondynka, z grzywką do oczu nad szelmowską, śliczną buzią. Jest wystarczająco atrakcyjna na plakat reklamowy szkół pielęgniarskich, pomyślała panna Beale, ale z jakichś przyczyn była to ostatnia twarz, jaką by wybrała. Kiedy zastanawiała się dlaczego, panna Dakers skończyła swój wywód.

– Bardzo dobrze – powiedziała siostra Gearing. – A więc mamy tu przypadek pacjentki po operacji, już poważnie niedożywionej i nie będącej w stanie samodzielnie jeść. To oznacza, że co nam pozostaje?

– Żywienie przez rurkę albo per rectum, proszę siostry.

Odpowiedź padła z ust nadąsanej brunetki, głosem pozbawionym cienia entuzjazmu czy choćby zainteresowania. Z pewnością nie jest to szczególnie miła osoba, pomyślała panna Beale.



15 из 296