
Bliźniaczka, która podawała pokarm, upewniwszy się, że koniec rurki jest w żołądku, podniosła lejek nad głowę panny Pearce i zaczęła wolno wlewać mleko. Cała klasa wstrzymała oddech. I wtedy to się stało. Rozległ się pisk, wysoki, przeraźliwy, niemal nieludzki i panna Pearce zerwała się z łóżka, jakby wprawiona w ruch przemożną siłą. Po chwili, gdy leżała nieruchomo, wsparta o stos poduszek, w drugiej wyskoczyła jak sprężyna i zakręciła się na czubkach palców w groteskowej parodii baletu, bezskutecznie szarpiąc rękami powietrze, żeby chwycić rurkę. I cały czas wrzeszcząc, wydając ostry, ciągły, przenikliwy pisk, jak zepsuta syrena. Panna Beale, przerażona, ledwo zdążyła zauważyć jej ściągniętą twarz i pianę na ustach, kiedy dziewczyna runęła na podłogę i skuliła w kłębek, zwijając się w agonii.
Któraś ze studentek krzyknęła. Przez sekundę nikt się nie poruszył. A potem wszyscy naraz rzucili się naprzód. Siostra Gearing chwyciła rurkę i wyciągnęła ją dziewczynie z ust. Courtney-Briggs wszedł zdecydowanie w środek zgiełku z szeroko rozpostartymi ramionami. Siostra przełożona i siostra Rolfe przyklękły nad skręcającą się postacią, zasłaniając ją przed oczami reszty. Potem Mary Taylor wstała i obejrzała się na pannę Beale.
– Studentki… mogłaby pani chwilę się nimi zająć? Obok jest pusty pokój. Lepiej, żeby się nie rozchodziły. – Starała się mówić spokojnie, ale ze zdenerwowania podniosła głos. – Proszę się pospieszyć.
