
– Chodźcie – powiedziała dziarsko – przesuniemy biurko pod ścianę i cztery z was będą mogły na nim usiąść. Ja wezmę ten fotel, a pozostała dwójka dwa inne.
Przynajmniej mogły się czymś zająć. Zobaczyła, że chuda, blada studentka się trzęsie, więc podprowadziła ją do jednego z foteli. Nadęta brunetka natychmiast zajęła drugi. Ta to się umie urządzić, pomyślała panna Beale. Pomogła pozostałym studentkom sprzątnąć biurko i podepchnąć je pod ścianę. Gdyby tylko mogła wysłać którąś z nich po herbatę! Mimo całej wiedzy o bardziej nowoczesnych metodach zwalczania stresu nadal wierzyła, że nic nie robi tak dobrze, jak gorąca, mocna, słodka herbata. Ale nie było sensu wywoływać paniki wśród personelu kuchennego.
– Proponuję, żebyśmy się sobie przedstawiły – powiedziała zachęcająco. – Ja się nazywam Muriel Beale i nie muszę wam mówić, że jestem inspektorem Naczelnej Rady Pielęgniarskiej. Znam kilka waszych nazwisk, ale nie wiem, kto jest kim.
Pięć par oczu, w których nie było zrozumienia dla całej sytuacji, wpatrywało się w nią uporczywie. Na szczęście ta najbystrzejsza – jak ją już zdążyła ocenić – spokojnie przystąpiła do prezentacji.
– Bliźniaczki to Maureen i Shirley Burt. Maureen jest starsza o dwie minuty i bardziej piegowata. Tylko po tym ją rozpoznajemy. Ta obok niej to Julia Pardoe. W jednym fotelu siedzi Christine Dakers, a w drugim Diana Harper. Ja jestem Madeleine Goodale.
Panna Beale, która zawsze miała trudności z zapamiętaniem nazwisk, zrobiła w myślach szybką rekapitulację. Bliźniaczki szczęśliwie nazywają się na B – Burt. Julia Pardoe, atrakcyjne imię dla atrakcyjnej dziewczyny. Bardzo atrakcyjnej, jeśli ktoś lubi blondynki o kocim typie urody. Uśmiechając się do obojętnych, fiołkowych oczu, uznała, że niektórzy ludzie, niekoniecznie mężczyźni, mogą łatwo stracić dla nich głowę. Madeleine Goodale. Dobre imię i nazwisko dla rozsądnej, sensownej dziewczyny.
