Powinna je zapamiętać. Christine Dakers. Z tą dziewczyną coś było nie w porządku. Już podczas lekcji wyglądała na chorą, a teraz wydawała się bliska zemdlenia. Miała fatalną cerę, rzecz rzadko spotykana u pielęgniarki. Z powodu jej bladości czerwone kropki wokół ust i na czole wybijały się gniewną wysypką. Wcisnęła się głęboko w fotel, szczupłymi rękami na zmianę wygładzając i skubiąc fartuszek. Panna Dakers z pewnością najbardziej przeżywała całe wydarzenie. Może była bliską przyjaciółką panny Pearce. Panna Beale zabobonnie poprawiła szybko w myśli czas. Może jest jej bliską przyjaciółką. Gdyby tylko można było podać tej dziewczynie filiżankę gorącej herbaty! Panna Harper, której szminka i cienie na oczach wyglądały jeszcze krzykliwiej na pobladłej twarzy, powiedziała nagle:

– Musiało być coś w tym pokarmie.

Bliźniaczki odwróciły się do niej jednocześnie. Maureen prychnęła:

– Oczywiście, że było! Mleko.

– Mam na myśli, oprócz mleka. – Zawahała się. – Trucizna.

– Niemożliwe! Dziś rano wzięłyśmy z Shirley świeżą butelkę z lodówki w kuchni. Panna Collins nas widziała. Zostawiłyśmy ją w sali ćwiczeń i nie ruszałyśmy aż do czasu, kiedy wlałyśmy mleko do menzurki już w czasie zajęć, prawda, Shirley?

– Prawda. To była świeża butelka. Wzięłyśmy ją koło siódmej.

– Nie dodałyście czegoś przez pomyłkę?

– A co miałybyśmy dodać? Oczywiście, że nie.

Bliźniaczki mówiły unisono, ze spokojną pewnością, niemal nieporuszone. Wiedziały dokładnie, co zrobiły i kiedy, i nikt – uznała panna Beale – nie był w stanie wytrącić ich z równowagi. Nie należały do osób dręczących się niepotrzebnym poczuciem winy albo roztrząsających irracjonalne wątpliwości, które nachodzą mniej stoickie jednostki o bujniejszej wyobraźni. Doskonale je rozumiała.

– Może ktoś inny dobrał się do pokarmu – odezwała się Julia Pardoe. Patrzyła na swoje koleżanki spod przymkniętych powiek, prowokacyjnie i jakby z rozbawieniem.



21 из 296