
Proszę Cię, mamo, nie zamartwiaj się tym morderstwem. Niedorzeczność tego zdania uderzyła ją natychmiast, gdy zobaczyła je na papierze. Musi unikać tego budzącego emocje, splamionego krwią słowa. Spróbowała jeszcze raz.
Proszę Cię, mamo, nie martw się tym, co czytasz w gazetach. Naprawdę nie ma takiej potrzeby. Jestem całkiem bezpieczna i w gruncie rzeczy nikt chyba nie wierzy, że Pearce została rozmyślnie zabita.
To nie była prawda, oczywiście. Niektórzy musieli tak myśleć, bo co by tu robiła policja? Trudno przypuszczać, żeby trucizna dostała się do pożywienia przypadkiem albo żeby Pearce, ta bogobojna, pryncypialna i nudna Pearce, sama wybrała taką efektowną śmierć w męczarniach. Pisała dalej:
Nadal odwiedzają nas policjanci z lokalnego wydziału zabójstw, ale już coraz rzadziej. Są bardzo mili dla nas, studentek, i nie sądzę, żeby kogoś podejrzewali. Biedna Pearce nie była zbyt lubiana, ale to absurd myśleć, że ktoś tutaj mógłby chcieć jej zrobić krzywdę.
