
– A inne studentki? Też lubiły pannę Pearce? Nie było między nimi złej krwi?
Zła krew. Głupie wyrażenie. Jak brzmiałaby odwrotność? Dobra krew? Była tylko dobra krew między nami. Dobra krew Pearce. Odpowiedziała:
– Nie miała żadnych wrogów, o ile mi wiadomo. A jeśli nawet ktoś jej nie lubił, to nie posuwałby się do zabójstwa.
– Tak pani sądzi… Ale jednak ktoś ją zabił, prawda? Chyba że trucizna nie była przeznaczona dla panny Pearce. Odgrywała rolę pacjentki przypadkiem. Wiedziała pani, że Josephine Fallon rozchorowała się poprzedniego wieczoru?
I tak się to ciągnęło. Pytania na temat każdej minuty tych ostatnich, strasznych zajęć pokazowych. Pytania na temat środka dezynfekującego z łazienki. Pusta butelka, starannie wytarta z odcisków palców, została znaleziona przez policję w krzakach za domem. Każdy mógł ją wyrzucić z okna sypialni albo łazienki w sprzyjającej ciemności styczniowego poranka. Pytania na temat wszystkiego, co robiła od chwili, kiedy się obudziła. Ciągłe przypominanie groźnym głosem, że niczego nie wolno ukrywać ani zatajać.
Zastanawiała się, czy inne studentki też się tak bały. Bliźniczki wydawały się głównie znudzone i zrezygnowane, posłusznie stawiając się na sporadyczne wezwania inspektora ze wzruszeniem ramion i znużonym: „O Boże, nie znowu!” Panna Goodale nie powiedziała nic na przesłuchaniu i nic potem. Panna Fallon była równie powściągliwa. Wiadomo było, że inspektor Bailey przesłuchał ją w izbie chorych, jak tylko jej stan zdrowia na to pozwolił. Nikt nie wiedział, co się zdarzyło podczas tego przesłuchania. Chodziły pogłoski, że przyznała się do powrotu do Nightingale House wczesnym rankiem w dniu morderstwa, ale odmówiła wyjaśnień dlaczego to zrobiła. To było bardzo podobne do Fallon. A dzisiaj ponownie dołączyła w szkole do swojej grupy. Do tej pory nawet nie wspomniała o śmierci Pearce. Panna Dakers zastanawiała się, czy i kiedy to zrobi. Uważając na każde słowo, z wysiłkiem kontynuowała list:
