
Ale tuż przed północą burza przycichła, wyczuwając zbliżanie się godziny duchów, kiedy puls człowieka bije najwolniej, a umierający najłatwiej udają się w ostatnią drogę. Na jakieś pięć minut zapadła złowroga cisza, a po niej nastąpiła cała seria rytmicznych jęków, jakby wiatr opadł z sił i wzdychał między drzewami, wyczerpany własną furią. Doktor Courtney-Briggs zdjął rękawiczki po skończonej operacji i przeszedł do przebieralni chirurgów. Zrzucił fartuch i połączył się telefonicznie z siostrą Brumfett w Nightingale House, oddziałową prywatnego skrzydła szpitala, prosząc ją, by wróciła na oddział i czuwała nad jego pacjentem przez pierwszą krytyczną godzinę. Z zadowoleniem zauważył, że wiatr ucichł. Będzie mogła bez trudu przejść przez zalesiony teren, jak to już nieraz robiła na jego prośbę. Nie widział potrzeby przywozić jej swoim samochodem.
Niecałe pięć minut później siostra Brumfett wkroczyła zdecydowanym krokiem między drzewa; peleryna owijała się wokół niej niczym flaga wokół masztu, kaptur miała głęboko naciągnięty na plisowany czepek.
