
– Oczywiście.
– Dziś po południu został zamordowany. Jutro rano w Nowym Jorku przeprowadzą sekcję zwłok. Chcę wiedzieć, czy to może przysporzyć nam kłopotów?
Zapadła chwila milczenia. Taylor już zamierzał sprawdzić, czy połączenie nie zostało przerwane, kiedy Kevin odezwał się.
– Tak, mogą się pojawić problemy.
– Czy to znaczy, że w czasie autopsji ktoś może coś odkryć?
– To możliwe – uznał Kevin. – Nie powiedziałbym, że bardzo prawdopodobne, ale jednak możliwe.
– Nie podoba mi się to "możliwe" – odparł poirytowany Taylor. Przerwał połączenie i ponownie skontaktował się z centralą GenSys. Tym razem zażądał natychmiastowego połączenia z doktorem Raymondem Lyonsem. Kazał powiedzieć, że to wezwanie do wypadku.
Nowy Jork
– Przepraszam – szepnął kelner do doktora Lyonsa. Poczekał aż doktor i jego młoda, jasnowłosa asystentka i zarazem kochanka, Darlene Polson, przerwą na chwilę rozmowę. Ze swoimi szpakowatymi włosami i w klasycznie skrojonym ubraniu Lyons wyglądał na kwintesencję lekarza żywcem wyjętego z mydlanej opery. Był tuż po pięćdziesiątce, wysoki, opalony, szczupły, dystyngowany i przystojny. Mógł budzić zazdrość.
– Przepraszam, że przeszkadzam – mówił kelner – ale jest do pana bardzo pilny telefon. Wezwanie do wypadku. Czy mam przynieść aparat do stolika, czy może woli pan porozmawiać z holu?
Błękitne oczy Raymonda wędrowały od uprzejmie spoglądającej, słodkiej Darlene do oczekującego na odpowiedź kelnera, którego nieskazitelne zachowanie i postawa potwierdzały wysoką ocenę "Aureoli" w przewodniku po restauracjach. Raymond nie wyglądał jednak na zadowolonego.
– Może powinienem powiedzieć, że jest pan nieosiągalny – zasugerował uprzejmie kelner.
– Nie, proszę przynieść aparat – zdecydował Raymond. Nie potrafił sobie wyobrazić, kto może go wzywać do nagłego wypadku. Nie praktykował, odkąd stracił prawo do wykonywania zawodu w wyniku wyroku za nadużycia finansowe w Towarzystwie Opieki Zdrowotnej, którym kierował przez wiele lat.
