
To mogło oznaczać wszystko. Ale jeśli Miranda mogła wędrować całymi milami po Królestwie Ciemności, to ona też może.
– Nie wiem, czy to widzicie – powiedział Ram. – Tutaj mur nie załamuje się w górze, nie tworzy kopuły, stoi pionowo. Jak wcześniej mówiłem, jest to ściana wzniesiona w obrębie naszych murów.
– Ale przestrzeń po drugiej stronie jest tutaj spora, prawda? – zapytał Armas. – Coś w rodzaju rozległej przybudówki lub absydy?
– No właśnie. Po drugiej stronie pionowego muru znajduje się stosunkowo rozległy teren. No, a oto i brama.
Gdzie? chciała zapytać Indra. Ledwo dostrzegała mur, nigdzie jednak nie zauważyła żadnej bramy.
Ale Ram prowadził ich zdecydowanie, potem wykonał jakiś osobliwy rytuał, który Miranda z pewnością by rozpoznała. Indra raczej przeczuwała, niż widziała, że wielka brama się otwiera, a po drugiej stronie ukazuje się fantastyczny krajobraz. Jednocześnie do uszu wędrowców dotarł dziwny dźwięk, jakiś kosmiczny huk.
2
Indra nie zdążyła niczego więcej zauważyć, bo został jej nałożony na głowę olbrzymi czepek, coś takiego, jak można było oglądać w salonach fryzjerskich w starym świecie. Rozumiała, że to ma chronić jej piękną fryzurę. Vida obciągnęła brzegi tak, że dziwny czepiec szczelnie osłaniał głowę, schodząc na czoło nad samymi brwiami, i zawiązała go mocno pod szyją. Indra dotknęła czepka, sterczał na jej głowie niczym wielki balon.
– Jeśli ktoś teraz podsunie mi lusterko, to mu przyłożę – syknęła przez zaciśnięte zęby. – Nic mi nie mówiłeś, Ram, o takich upokorzeniach.
– Och, wyglądasz pięknie – powiedział z naciskiem, ale kąciki ust mu drżały. Armas śmiał się bez żenady i Indra chciała mu dać prztyczka w nos, ale nie mogła się zdecydować.
Mężczyźni wyjęli z gondoli wielkie kufry i każdy wziął na ramię jeden z nich. Vida i Indra niosły pozostałe bagaże, zresztą bardzo lekkie. Indra domyślała się, że są w nich eleganckie ubrania uczestników ekspedycji. Wreszcie Ram dał znak, żeby ruszyli za nim.
