— To słowo zdaje się pana fascynować.

— Gdzieś już je widziałem, właśnie tak zapisane. Nie mogę sobie przypomnieć…

— Z pewnością pan sobie przypomni. I zdoła wyekspediować wielkiego magga, jakkolwiek by się pisał, do Imperium. Przed kolacją.

Ridcully otworzył usta.

— Sześć tysięcy mil? Za pomocą magii? Zdaje pan sobie sprawę, jakie to trudne?

— Cenię swoją ignorancję w tej kwestii.

— Poza tym — mówił dalej nadrektor — oni tam wszyscy są… zagraniczni. Myślałem, że mają dość własnych magów.

— Doprawdy, trudno mi powiedzieć.

— Czy wiemy, po co im ten mag?

— Nie. Ale jestem przekonany, że znajdzie pan kogoś zbytecznego. Mam wrażenie, że jest was tam strasznie dużo.

— Znaczy, może być im potrzebny w jakimś straszliwym, zagranicznym celu — powiedział Ridcully. Z jakiegoś powodu w jego umyśle pojawiła się twarz dziekana. Rozpromienił się. — Może wystarczy im dowolny mag, byle wielki? Jak pan sądzi?

— Pozostawiam to całkowicie pańskiej decyzji. Ale wieczorem chciałbym wysłać wiadomość, że Wielki Maggus jest już w drodze, jak należy. Potem możemy o wszystkim zapomnieć.

— Oczywiście niezwykle trudno będzie ściągnąć go z powrotem. — Ridcully znów pomyślał o dziekanie. — To praktycznie niemożliwe — dodał z zadowoleniem, niezbyt odpowiednim do sytuacji. — Przypuszczam, że przez długie miesiące będziemy się bezskutecznie starali. Przypuszczam, że wypróbujemy wszystkie znane metody, ale nie zadziałają. Co za pech…

— Widzę, że nie może się pan doczekać podjęcia tego wyzwania — rzekł Patrycjusz. — Niech mi pan nie pozwoli zatrzymywać pana przed powrotem na uniwersytet i rozpoczęciem właściwych działań.

— Ale… maggus… — mruczał do siebie Ridcully. — Jakoś mi się kojarzy… Chyba gdzieś to już widziałem.


* * *


10 из 292