
— Usunęliśmy tę usterkę — zapewnił Myślak. — Jesteśmy…
— Muszę zauważyć, że kiedy ostatnio tam zaglądałem, zauważyłem w samym środku baranią czaszkę — wtrącił Ridcully.
— Musieliśmy ją dołączyć. Okazała się niezbędna do transformacji okultystycznych. Ale…
— I jeszcze kółka zębate i śruby.
— Mrówki nie radzą sobie za dobrze z analizą różniczkową, więc…
— A ta dziwna, trzęsąca się rzecz z kukułką?
— To zegar czasu nierzeczywistego. Owszem, jest niezbędny do przeprowadzania…
— Zresztą to całkiem nieistotne — przerwał im dziekan — ponieważ nie mam zamiaru nigdzie wyruszać. Jeśli już musicie, poślijcie jakiegoś studenta. Tych nam nie brakuje.
— Prosić można jeśli, śliwkowego dżemu odrobinę jeszcze — powiedział kwestor.
Wszyscy umilkli.
— Ktoś to zrozumiał? — zapytał po chwili Ridcully.
Technicznie rzecz ujmując, kwestor nie był obłąkany. Już jakiś czas temu pokonał wiry szaleństwa i teraz wiosłował na spokojnym zalewie po drugiej stronie. Często bywał dość rozsądny, choć nie według normalnych ludzkich ocen.
— Hm… Chyba przeżywa jeszcze raz dzień wczorajszy — odgadł pierwszy prymus. — Ale tym razem wstecz.
— Powinniśmy wysłać kwestora — stwierdził stanowczo dziekan.
— Wykluczone! Nie znajdzie tam pewnie pigułek z suszonej żaby…
— Uuk!
Bibliotekarz wbiegł do gabinetu, wymachując czymś gwałtownie.
To coś było czerwone, a przynajmniej miało taki kolor w jakimś punkcie przeszłości. W jakimś punkcie przeszłości mogło nawet być spiczastym kapeluszem, ale teraz szpic się zapadł, a większa część ronda spłonęła. Na kapeluszu wyhaftowano cekinami litery. Wiele się przypaliło, lecz MAGGUS wciąż dawał się rozpoznać jako blady napis na przypalonym tle.
— Byłem pewien, że już to gdzieś widziałem — ucieszył się Ridcully. — Na półce w bibliotece, tak?
