— Nie, nadrektorze — zapewnił kierownik studiów nieokreślonych. — Rincewind jest rodzajem maga.

— Był — poprawił wykładowca run współczesnych.

— Nie ser. — Ridcully nie chciał zrezygnować ze swojej teorii.

— Nie.

— Brzmi to jak nazwa, która kojarzy się z serem. Znaczy: funt dojrzałego rincewinda… dobrze się układa na języku.

— Na wszystkich bogów, Rincewind nie jest serem! — krzyknął dziekan, na moment tracąc cierpliwość. — Rincewind nie jest jogurtem, ani też żadnym produktem ze skwaśniałego mleka! Rincewind to prawdziwe utrapienie! Całkowita i nieodwracalna hańba dla wszystkich magów! Dureń! Nieudacznik! Poza tym nie widziano go od czasu tych… nieprzyjemności z czarodzicielem przed laty.

— Doprawdy? — zdziwił się Ridcully z pewną złośliwą uprzejmością. — Słyszałem, że spora grupa magów fatalnie się wtedy zachowała.

— Istotnie — przyznał wykładowca run współczesnych, zerkając gniewnie na dziekana, który obruszył się tylko.

— Nic o tym nie wiem, wykładowco. Nie byłem wtedy dziekanem.

— Nie, ale zajmowałeś niezłe stanowisko.

— Być może, ale dla twojej informacji, akurat przypadkiem byłem wtedy z wizytą u ciotki.

— O mało co nie zburzyli całego miasta.

— Ciotka mieszka w Quirmie.

— Quirm także był zaangażowany, o ile pamiętam.

— Pod Quirmem. W pobliżu. Ale właściwie wcale nie tak blisko. Spory kawałek drogi wzdłuż wybrzeża…

— Ha!

— Nawiasem mówiąc, jakoś dziwnie dobrze jesteś poinformowany, wykładowco — zauważył dziekan.

— Ja… co? Ja wtedy… studiowałem księgi. Bardzo intensywnie. Właściwie nie zauważyłem nawet, że coś się dzieje…

— Połowa uniwersytetu legła w gruzach! — Dziekan opanował się nagle. — To znaczy… tak słyszałem. Później. Kiedy już wróciłem od ciotki.

— Tak, ale mam bardzo grube drzwi…

— A przypadkiem wiem, że pierwszy prymus był tutaj, ponieważ…



17 из 292