— „Jak myślicie, ile on waży?”

Rincewind uniósł brwi. Kobieta skromnie spuściła wzrok.

— Zastanawiasz się pewnie, dlaczego wszystkie jesteśmy blondynkami o jasnej skórze, podczas gdy inni mieszkańcy wysp w okolicy są smagli — powiedziała. — Wydaje się, że to po prostu jakiś genetyczny kaprys.

— „Jakieś sto dwadzieścia, może sto dwadzieścia pięć funtów. Dorzućcie na stos jeszcze funt czy dwa śmieci. Ehm… Czy wykrywacie… no wiecie… TO?”

— „Coś takiego na pewno się nie uda, panie Stibbons. Po prostu wiem.”

— „Jest zaledwie sześćset mil stąd, wiemy, gdzie się znajduje, i to jest odpowiednia połówka Dysku. Zresztą sprawdziłem z pomocą HEX-a i nic nie może się nie udać.”

— „Owszem, ale czy ktoś zauważył… to… wie pan… na nóżkach?”

Rincewind poruszył brwiami. Z jego krtani dobiegł zduszony odgłos.

— „Nie widzę… tego. Przestańcie chuchać na moją kryształową kulę!”

— I oczywiście, jeśli popłyniesz z nami, możemy ci obiecać… cielesne i zmysłowe rozkosze, takie jak te, o których dotąd śniłeś…

— „No dobrze. Na trzy…”

Kokos upadł na piasek. Rincewind przełknął ślinę. W jego oczach pojawiło się wygłodniałe, rozmarzone spojrzenie.

— Mogą być puree? — zapytał.

— „JUŻ!”


* * *

Najpierw wystąpiło wrażenie ucisku. Świat otworzył się przed Rincewindem i wessał go do środka.

Potem rozciągnął się i brzęknął.

Rozmyte prędkością chmury pomknęły ze wszystkich stron. Kiedy odważył się wreszcie otworzyć oczy, daleko przed sobą zobaczył maleńką czarną plamkę.

Powiększała się.

Po chwili zmieniła się w obłok lecących blisko siebie przedmiotów. Były tam dwa ciężkie rondle, duży mosiężny lichtarz, kilka cegieł, krzesło i wielka mosiężna forma do galaretki, w kształcie zamku.



20 из 292