Hong uśmiechnął się. Przyszło mu do głowy, że ptak mógł wziąć jego rozmówcę za anchois, i nie bez powodu. Miał takie samo rybie spojrzenie.

— Nie rozumiem, panie — poskarżył się gość, którego imię brzmiało Dwa Ogniste Zioła.

— To dobrze.

— Przecież oni wierzą w Wielkiego Magga, a ty chcesz, żeby tu przybył?

— Ależ oczywiście. Mam swoich ludzi w… — próbował wymówić obce sylaby — …Ankh-Morep-Ork. Ten, którego tak naiwnie zwą Wielkim Maggusem, rzeczywiście istnieje. Ale, mogę ci to wyznać, znany jest ze swojej niekompetencji, tchórzliwości i uległości. Są wręcz przysłowiowe. Dlatego uznałem, że Czerwona Armia powinna dostać wytęsknionego przywódcę, nie sądzisz? To… podniesie ich morale. — Uśmiechnął się znowu. — To polityka.

— Aha.

— A teraz odejdź.

Kiedy gość wyszedł, pan Hong sięgnął po książkę. Choć trudno byłoby ją nazwać prawdziwą książką: kartki papieru związano sznurkiem, a tekst wpisano ręcznie. Hong czytał ją już wiele razy, wciąż jednak go bawiła — autor zdołał pomylić się w tak wielu kwestiach.

Teraz, za każdym razem, gdy kończył stronę, wyrywał ją i czytając następną, starannie składał arkusz w kształt chryzantemy.

— Wielki Mag — powiedział głośno. — W samej rzeczy, bardzo wielki.


* * *

Rincewind się przebudził. Leżał w czystej pościeli i nikt nie mówił niczego w stylu „Przeszukajcie mu kieszenie”, co uznał za obiecujący początek.

Nie otwierał oczu na wypadek, gdyby w pobliżu znalazł się ktoś, kto — widząc, że już nie śpi — postarałby się utrudnić mu życie.

Słyszał dyskusję podstarzałych męskich głosów.

— Pomijacie to, co najważniejsze. Przecież on ciągle jest żywy. Powtarzacie ciągle, jakie miał straszne te przygody, a jednak ciągle żyje.

— O co panu chodzi, nadrektorze? Przecież jest cały w bliznach!

— To właśnie miałem na myśli, dziekanie. A większość blizn ma na plecach. Zostawia kłopoty za sobą. Ktoś tam na górze chyba go lubi.



26 из 292