
— Ale tak naprawdę to nigdy nie miałeś uprawnień, by nazywać siebie magiem? — upewnił się Ridcully.
— Formalnie chyba nie.
— Rozumiem. No to mamy problem.
— Mam taki kapelusz z wyszytym słowem „Maggus” — przypomniał z nadzieją Rincewind.
— Obawiam się, że to nie na wiele się zda. Hm… Sytuacja może nam sprawić pewne trudności. Pozwól, że zapytam: jak długo potrafisz wstrzymywać oddech?
— Nie wiem. Parę minut. Czy to ważne?
— Owszem, zwłaszcza w kontekście przybicia głową w dół do jednej z podpór Mosiężnego Mostu na okres dwóch przypływów, a następnie ścięcia głowy. Niestety, to statutowa kara dla kogoś, kto udaje maga. Sprawdziłem. Nikomu nie będzie bardziej przykro niż mnie, mogę cię zapewnić. Ale prawo jest prawem.
— Nie!
— Naprawdę przepraszam. Nie mam wyboru. Inaczej wszędzie roiłoby się od ludzi w spiczastych kapeluszach, do których nie mają żadnego prawa. To straszne. Nic nie mogę poradzić, choćbym chciał. Kodeks mówi, że można zostać magiem, jedynie kończąc w normalny sposób studia na Niewidocznym Uniwersytecie albo spełniając jakąś usługę z wielką korzyścią dla magii, a mam wrażenie…
— Czy nie moglibyście mnie zwyczajnie odesłać na moją wyspę? Podobało mi się tam. Było nudno!
Nadrektor ze smutkiem pokręcił głową.
— Nic z tego, niestety. Wykroczenie było popełniane w sposób ciągły przez wiele lat. A że nie zdałeś żadnego egzaminu, ani nie… — lekko podniósł głos — …spełniłeś żadnej usługi z wielką korzyścią dla magii, niestety będę musiał polecić pedlom
— Ehm… Wydaje mi się, że kilka razy ocaliłem świat — wtrącił Rincewind. — Czy to coś pomoże?
— Czy ktoś z Niewidocznego Uniwersytetu widział, jak to robisz?
— Nie, raczej nie.
Ridcully pokręcił głową.
— Prawdopodobnie zatem to się nie liczy. Fatalnie. Gdybyś bowiem SPEŁNIŁ JAKĄŚ USŁUGĘ Z WIELKĄ KORZYŚCIĄ DLA MAGII, wtedy z radością pozwoliłbym ci zatrzymać ten kapelusz, a także coś, na czym mógłbyś go nosić, ma się rozumieć.
