Rincewind był załamany. Ridcully westchnął i spróbował jeszcze raz.

— Czyli — rzekł — ponieważ najwyraźniej nie zdałeś egzaminów ani nie SPEŁNIŁEŚ USŁUGI Z WIELKĄ KORZYŚCIĄ DLA MAGII, to…

— Myślę… Mógłbym spróbować spełnić usługę — zaproponował Rincewind z miną człowieka, który wie, że światełko na końcu tunelu to nadjeżdżający pociąg.

— Naprawdę? Hm… to jest jakiś pomysł.

— O jakie usługi chodzi?

— Och, zwykle należy… to tylko przykład, naturalnie… wyruszyć z misją albo znaleźć odpowiedź na bardzo starożytne i ważne pytanie… Co to jest to z nogami?

Rincewind nawet się nie obejrzał. Wyraz twarzy zerkającego przez ramię nadrektora był całkiem znajomy.

— Ach, to — powiedział Rincewind. — Chyba go znam.


* * *

Magia jest inna niż matematyka. Jak całym światem Dysku, rządzi nią raczej zdrowy rozsądek niż logika. Jest też inna niż gotowanie. Ciasto to ciasto: trzeba zmieszać odpowiednie składniki, upiec je w odpowiedniej temperaturze, a ciasto samo się pojawia. Żadna zapiekanka nie wymaga promieni księżycowych. Żaden suflet nigdy nie żądał, żeby mieszała go dziewica.

Mimo to ci, których natura obdarzyła umysłem badawczym, często się zastanawiali, czy istnieją jakieś reguły magii. Znane jest ponad pięćset różnych zaklęć gwarantujących miłość innej osoby; ich zakres sięga od sztuczek z zarodnikiem paproci o północy, do robienia czegoś raczej nieprzyjemnego z rogiem nosorożca o dowolnej porze, choć prawdopodobnie nie zaraz po posiłku. Czy jest możliwe (zastanawiały się umysły badawcze), że analiza wszystkich tych zaklęć wykryje jakiś niewielki, ale potężny wspólny mianownik, swego rodzaju metazaklęcie, jakieś niewielkie równanie, które doprowadzi do pożądanego celu o wiele prościej? A przy okazji przyniesie wielką ulgę nosorożcom?



30 из 292