
Przygoda! Ludzie mówili o niej, jakby była czymś wartym wysiłku, a nie mieszaniną marnego jedzenia, niewyspania i dziwnych osób, z niewyjaśnionych powodów próbujących wbijać w kawałki Rincewinda różne ostre przedmioty.
Sądził, że jego zasadniczym problemem jest fakt, że cierpiał z powodu karmy wyprzedzającej. Jeśli się choćby zapowiadało, że coś miłego zdarzy mu się w bliskiej przyszłości, coś złego musiało się zdarzyć już teraz. I działo się aż do chwili, kiedy to dobre powinno już nastąpić, więc tak naprawdę nigdy go nie doświadczał. Całkiem jakby jeszcze przed posiłkiem dostawał z przejedzenia ataku niestrawności tak straszliwej, że nigdy nie udawało mu się potem nic zjeść.
Gdzieś na świecie, jak podejrzewał, żył człowiek siedzący na drugim końcu huśtawki, ktoś w rodzaju lustrzanego Rincewinda, którego życie składało się z samych cudownych wydarzeń. Miał nadzieję, że spotka kiedyś tego człowieka, najlepiej trzymając w ręku solidny kij.
Teraz ci tutaj paplali o wysłaniu go na Kontynent Przeciwwagi. Słyszał, że życie tam jest nudne… a nade wszystko pragnął nudy.
Naprawdę podobało mu się na wyspie. Lubił Kokosowe Niespodzianki. Rozbijał orzech kokosowy, a tam w środku — coś podobnego! — był kokos. Takie niespodzianki odpowiadały mu najbardziej.
Otworzył drzwi.
Pomieszczenie za nimi było kiedyś jego pokojem. Panował tu straszny bałagan. Pod ścianą stała duża, odrapana komoda, i to właściwie wszystko, jeśli chodzi o prawdziwe meble. Chyba że ktoś chciałby poszerzyć znaczenie tego słowa tak, by obejmowało wiklinowy fotel bez siedzenia i na trzech nogach, i materac, tak pełen życia zamieszkującego zwykle materace, że czasami przesuwał się wolno po podłodze i zderzał z innymi przedmiotami. Pozostałą część zajmowały rozmaite śmieci ściągnięte tutaj z ulicy: stare skrzynki, kawałki desek, worki…
