
— No tak, bo przecież on ich nie ma. Zastanawiam się dlaczego. Trudno chyba zaprzeczyć, że dominuje w bibliotece.
— Rzeczywiście — zgodził się pierwszy prymus — ale wie też, że jest magiem. A w takim razie nie dominuje w całym uniwersytecie.
Każdy mag, gdy już wypowiedź trafiła mu do wyobraźni, spoglądał z uśmiechem na nadrektora.
— Przestańcie się tak gapić na moje policzki! — krzyknął Ridcully. — Ja nad nikim nie dominuję!
— Ja tylko…
— Więc lepiej się zaniknijcie, bo będą kłopoty!
— Powinieneś przeczytać — poradził kwestor, wciąż przebywający w szczęśliwej dolinie pigułek z suszonej żaby. — To niezwykłe, czego można się z niej dowiedzieć.
— Co takiego? — zainteresował się dziekan.
— Na przykład… jak pokazywać ludziom pośladki?
— Nie, dziekanie — poprawił go pierwszy prymus. — To robią pawiany.
— Przepraszam bardzo, ale chyba raczej gibony — zauważył kierownik studiów nieokreślonych.
— Nie. Gibony to te, co wrzeszczą. Jeśli ktoś chce zobaczyć pośladki, powinien szukać pawianów.
— Mnie nigdy nie pokazywał — stwierdził nadrektor.
— No nie, tego by nie zrobił — uznał głos z kandelabru. — W końcu jest pan dominującym samcem i w ogóle.
— Dziekanie, złaź tu natychmiast!
— Chyba się zaplątałem, Mustrum. Świeca mnie trzyma.
— Ha!
Rincewind pokręcił głową i odszedł. Z pewnością zaszły tu spore zmiany od czasu, kiedy ostatni raz przebywał na Niewidocznym Uniwersytecie. A skoro już o tym mowa, nie był pewien, jak dawno to było.
Nigdy nie prosił o ekscytujące życie. Tym, co naprawdę lubił, czego przy każdej okazji poszukiwał, była nuda. Kłopot z nudą jednak polegał na tym, że miała tendencję do wybuchania człowiekowi w twarz. Kiedy już wierzył, że ją osiągnął, nagle zostawał wmieszany w coś, co inni — bezmyślne, nieodpowiedzialne osoby — nazwaliby pewnie przygodą. Rincewind musiał wtedy odwiedzać dalekie krainy i spotykać barwnych ludzi, choć nie na długo, bo zwykle wtedy uciekał. Widział kreację wszechświata, choć nie miał wtedy najlepszego miejsca, odwiedził piekło i tamten świat. Bywał chwytany, więziony, ratowany, gubiony i wyrzucany na brzeg, czasami wszystko to jednego dnia.
