Iwana, kiedy usłyszał słowa przybysza, zakłuło w sercu. Czyżby ten człowiek potrafił czytać w myślach?

Po Mórim zabrał głos wódz:

– Dziękujemy, że wybraliście nas jako pierwszych, którzy mają otrzymać światło. Czyni to z nas poniekąd waszych powinowatych. Zanim jednak odprawimy tę ceremonię, zapraszamy was na ucztę.

Goście przyjęli jego propozycję z podziękowaniem i tłum zaczął się rozchodzić, lecz i tak mieszkańcy Krainy Mgieł zarzucili przybyszów tysiącem pytań.

Iwan i Maria podeszli do niezwykle pięknego mężczyzny, który miał niesamowitą, połyskującą ciemno skórę i cały ubrany był na czarno.

Marco odpowiedział na pytania Iwana:

– Nie, nie możemy wam dać Świętego Słońca, dopóki wszystkie plemiona w Ciemności nie wypiją naszego eliksiru. Inaczej ktoś mógłby was napaść i starać się odebrać wam Słońce.

– Czy ten napój potrafi również uleczyć z chorób? – dopytywał się Iwan.

Marco przyjrzał mu się badawczo.

– A czy ty jesteś ciężko chory?

Iwan natychmiast skulił się i przygarbił.

– Ach, panie, jedynie Bóg zna niewypowiedziane cierpienia, które tak cierpliwie znoszę w milczeniu.

Całe moje życie jest nie kończącą się udręką. Gdybym tylko mógł pozbyć się całego tego bólu, nigdy nie prosiłbym nikogo o nic więcej!

Któryś z jego sąsiadów roześmiał się w głos.

– Ale na co byś się wtedy uskarżał, Wania?

Stary prychnął urażony.

– Ty niczego nie rozumiesz, nigdy wszak nie doświadczyłeś bólu. To właśnie stale powtarzam, szczególnie mojej żonie, która nie pojmuje, jak strasznie się męczę. Bóg powinien był urządzić świat tak, by człowiek mógł pokazać innym, jak bardzo go boli. O, oni powinni doświadczyć bólu, takiego wiecznego, nie mającego końca bólu…

Marco przenosił spojrzenie z Iwana na Marię z wyrazem zamyślenia na twarzy. Potem zaś, z pozoru obojętnie, powiedział:



11 из 164