
– Nie jestem Bogiem, posiadam jednak pewne zdolności. Zaprowadź mnie do swego domu, Iwanie, zobaczymy, co da się zrobić.
Iwan rozdziawił gębę.
– Co takiego? Czyżby wasza wysokość uważał, że potrafi pokazać Marii mój ból? Przelać na nią wszystkie moje plagi?
– I odwrotnie, ty zaznasz jej dolegliwości.
– Ha! – wykrzyknął stary triumfalnie. – Tego jej niby to bólu głowy? I tak zwanego reumatyzmu?
– I zapalenia pęcherza – dodała Maria cicho.
– Zapalenia pęcherza? Jakby było o czym mówić!
Ona bez przerwy skarży się na takie drobnostki, wasza wysokość.
Odruchowo zwracał się do Marca „wasza wysokość”. Nie on jeden tak postępował.
– Wydaje mi się, że Maria nie skarży się tak często, jak mogłaby to robić – stwierdził Marco.
– Prawie nie mija tydzień bez jej marudzenia, żeby zainstalować ubikację wewnątrz domu. Jakieś wielkopańskie zachcianki, ot i tyle! Do tej pory zawsze wystarczała nam wygódka koło domu, dlaczego więc nagle miałaby przestać być dobra?
Tak rozmawiając, podeszli do domu Iwana i Marii. Kobieta pospieszyła przodem, żeby sprzątnąć przynajmniej najgorszy bałagan, zostawiony przez Iwana. Marco zauważył, jak trudno jej się prędko poruszać, Iwan także kulał, demonstracyjnie pojękując, lecz na Marcu zdawało się to nie wywierać żadnego wrażenia.
Właściwie ta niewielka próba przekraczała nieco zakres jego możliwości, Marco bowiem zawsze pilnie uważał, by nie wykorzystywać swoich szczególnych zdolności bez nadzwyczajnego powodu, ale wstąpił w niego mały diablik i szkoda mu się zrobiło starej kobiety. Eksperyment zresztą wydawał mu się zabawny, nigdy dotychczas niczego takiego nie próbował.
Podczas gdy jego przyjaciele starali się jak najdokładniej odpowiadać na pytania zaciekawionych mieszkańców wioski, Marco przestąpił próg małej chatki staruszków.
W środku było dość ciemno, ale ogień na palenisku dawał ciepło i nieco światła.
