
– Czy Antonio nie powinien już wrócić do domu? – spytała. Oczy miała szeroko otwarte, wyraźnie pełne strachu.
Jordi zmarszczył czoło.
– No tak, oczywiście. Kiedy miałaś od niego jakieś ostatnie wiadomości?
– Już dawno temu. Próbowałam dodzwonić się do niego na komórkę, ale…
– Ja też – przyznał Jordi. – Ale słyszałem tylko „abonent niedostępny”.
Gudrun i Pedro przyszli z ogrodu. Oni także dali wyraz temu samemu niepokojowi. Od dwóch dni już nie mieli żadnych wieści do Antonia.
To zbyt długi czas na szukanie miejsca, w którym rośnie karłowata brzoza.
– Na pewno zatrzymuje go piołun. Niełatwo znaleźć taką anonimową roślinę – stwierdziła Gudrun, próbując ich pocieszać. – Ale powinien wyłączyć sekretarkę i sam odebrać telefon!
– Jeśli dzisiaj nie da nam znać, co się z nim dzieje, jadę go szukać – oznajmił Jordi zdecydowanie, starając się nie dopuścić do tego, żeby w jego głosie zabrzmiał lęk. Nikogo jednak nie oszukał.
– Ale przecież nie wiemy, gdzie on może być – przypomniała Unni.
– Ja się trochę domyślam – odparł Jordi. – Veslo, co on ci mówił? Nie wspominał, dokąd się wybiera? Kiedy z nim ostatnio rozmawiałaś?
– Ojej, tyle pytań naraz! Ale zaczynając od ostatniego odpowiem: wczoraj rano. Powiedział mi wtedy, że wydaje mu się, że znalazł piołun, zwiędłą roślinkę z zeszłego roku z małym szarozielonym pędem, który zerwał. Ale równie dobrze mogła to być bylica pospolita, one są przecież takie do siebie podobne. Chociaż Antonio mówił, że wąchał tę roślinę i nie kichał. Miała bardzo charakterystyczny zapach, tylko, jak dodał, nie wie, dla której z nich jest on charakterystyczny.
– Ach, tak, doskonale! – powiedział Jordi cierpko. – Ale gdzie wtedy był? Dokąd się wybierał? Mówił coś o tym?
– Nie wprost. Powiedział, że teraz została mu jeszcze tylko karłowata brzoza i że wie, gdzie jej szukać.
– Ale przecież po karłowatą brzozę wcale nie trzeba wybierać się daleko – wtrąciła Gudrun. – Wystarczy dotrzeć na najbliższy górski płaskowyż albo torfowisko.
