Szkoda tylko, że nie ma z nim Vesli! Bardzo chciałby jej pokazać te strony. Tego jednak, niestety, nie dało się zrobić. Zwłaszcza tym razem, kiedy miał przy sobie to potworne zaklęte pudełko.

Właściwie nie znajdował się już teraz w Valdres. Zamiast udać się w okolice dawnego letniego domku dziadków i tam oddać się nostalgii – chatka miała teraz nowych właścicieli – Antonio pojechał na drugą stronę jeziora Storę Flyvatn i wyżej do Lykkja, by przedostać się na tak zwany Kjølen, obszar graniczny pomiędzy dolinami Yaldres i Hallingdal, między okręgami Oppland i Buskerud. Płaskowyż Kjølen roztaczał się u stóp gór Hemsedal od strony Yaldres, czyli tej piękniejszej.

Gdyby tylko Antonio mógł zadzwonić do Vesli albo Jordiego czy też do innych! Niestety, zapomniał o naładowaniu baterii telefonu komórkowego, który zresztą leżał teraz w samochodzie, stojącym niedaleko Lykkja.

No cóż, tak czy owak wkrótce znajdzie się z powrotem w tym miejscu. Chciał jeszcze tylko zobaczyć jedną z tych położonych na uboczu, opuszczonych letnich zagród, na których widok, jak pamiętał, zawsze ogarniało go takie niezwykłe uczucie. Otaczała je bardzo szczególna atmosfera, atmosfera świata, który dawno już przestał istnieć, atmosfera smutku, tęsknoty i spokoju.

Antonio popatrzył w dół, na drugą stronę Flyvatn. Nie mógł stąd dojrzeć „swojego” letniego domku, bo brzozowy las i tu zwyciężył nad wszystkim. Wprawdzie w miejscu, w którym chłopak stał, ziemia była naga, porośnięta jedynie niskimi krzewinkami, lecz dalej, przy brzegu Kjølen, zaczynał wznosić się las, zasłaniający widok. Antonio podążał ścieżką biegnącą blisko gór.

Robiło się coraz chłodniej, może powinien już zawrócić? Cienie stale się wydłużały, góry rzucały na Antonia mrok. Wciąż jeszcze zewnętrzne krańce płaskowyżu, którym szedł, leżały skąpane w promieniach wiosennego słońca, wciąż jeszcze dało się powiedzieć, że jest widno, ale teraz prędko nadciągnie ciemność. Antonio domyślał się, że słońce znajduje się akurat na linii horyzontu.



7 из 155