
– Och, mam nadzieję, że złamiesz – poddała się.
– Doktorze…
– Właśnie dostarczono „Mims” – powiedział z satysfakcją. – Osobisty strażnik i dostawca śniadań panny Blair musi się rozłączyć. Do zobaczenia wieczorem.
W porze lunchu, kiedy Christy właśnie kończyła kanapkę, zajrzał do apteki Richard. Wszedł ostrożnie, z miną człowieka gotowego natychmiast zrobić unik.
– Masz czelność tu się pokazywać? – spytała groźnie.
– Jest mi bardzo przykro…
– Akurat, wyglądasz jak kot, który się objadł sperki.
– Kate spała prawie całe rano – odpowiedział, tak jakby to coś wyjaśniało.
– Zazdroszczę jej.
– Christy, na miłość boską…
– Wiem – wydusiła ochryple – potrzebujesz drugiego lekarza, Kate potrzebuje lekarza, Corrook potrzebuje lekarza. Tylko ja nie potrzebuję lekarza, żadnego! I dlatego właśnie ja mam się z nim męczyć. Czy tego chcę, czy nie, będzie mi robił co rano herbatę i podawał tosty z marmoladą…
– Zgodziłaś się pod tym warunkiem? – nie ukrywał rozbawienia.
– Oczywiście, że nie. To znaczy tak… – Christy odłożyła niedojedzoną kanapkę. Zadowolona była z nieobecności Ruth i klientów. – Richard, co on robi w Corrook?
– Nie mam pojęcia.
– Nie wykręcaj się – powiedziała zgaszona. – Musisz wiedzieć, czemu nagle rzucił wszystko i przyjechał do Australii. Ponoć jego żona umarła pół roku temu?
– To wiem.
– I dlatego przyjechał? Aby o tym zapomnieć?
– Potrząsnęła głową. – Nic z tego nie będzie, tracisz tylko czas. To, jak by nie było, wzięty położnik. Powinieneś poszukać stałego partnera, spróbuj dać ogłoszenie…
– A co, myślisz, że nie dałem? – Richard był wyraźnie zmęczony. – Nikt nie chce praktyki na prowincji. Adam pojawił się w ostatniej chwili i, nawet jeśli będzie tu zaledwie kilka tygodni, to jest jak wygrany los na loterii. – Spojrzał na nią stanowczo. – Ale może zostałby dłużej. Jeśli… jeśli tubylcy będą wystarczająco mili. Włączając w to ciebie, Christy.
