– Z pewnością są – odparła. Przebiegła w myśli wszelkie możliwe miejsca w okolicy, jakie tylko potrafiła sobie przypomnieć. I niczego nie znalazła.

– Rozmawiałem z pośrednikiem z samego rana. Jest domek w miasteczku, ale zwolni się dopiero za kilka tygodni. Jest też farma o dwadzieścia kilometrów stąd, jednak droga tam jest po prostu straszna. Jeśli mam stanowić jakąkolwiek pomoc dla Richarda, to powinienem być łatwiej osiągalny.

– A nie ma jakiegoś pokoju w szpitalu?

To, o co prosił, było całkowicie niemożliwe, a Christy czuła się jak osaczone zwierzę.

– No, niby jest pokój służbowy – przyznał – ale w tej chwili mieszka tam pani Brady. Do czasu aż jej mąż nie wyleczy złamania biodra. Boi się mieszkać sama w domu.

– I… chcesz zamieszkać ze mną?

– Richard twierdzi, że masz mnóstwo miejsca.

– Niech go wszyscy diabli! – wybuchnęła. – Przypuszczam, że przewieźliście już twoje bagaże i stoją teraz u mnie na werandzie!

– Nie, są dalej w pubie – uspokajał ją, ale słyszała wyraźnie znaną nutkę kpiny w głosie. – Christy, jestem bardzo spokojnym lokatorem.

– Ale… ja nie chcę lokatora!

– Pomyśl o mnie jak o zabezpieczeniu. Przed złodziejami i gwałcicielami.

– Wolę być okradana i gwałcona – odpaliła.

– Jak możesz tak mówić? – zawołał dotknięty. – Robię lepszą kawę niż którykolwiek z twoich złodziei i gwałcicieli, przyszłych i przeszłych.

Mimo zaskoczenia, Christy wybuchnęła śmiechem. Potyczka była przegrana.

– Piję wyłącznie herbatę – próbowała jeszcze rozpaczliwie się bronić. Ale brzmiało to nieprzekonująco.

– Earl Gray czy Irish Breakfast? Umiem parzyć obie. Z prawdziwą angielską marmoladą podaną na gorącym toście prosto do łóżka o siódmej rano.

– Wiedział już, że wygrał, i było to słychać.

– Każdego ranka? – spytała niedowierzająco.

– Niech złamię nogę, jeśli łżę.



16 из 113