
– Wiem, że skończyłaś farmację, a później wyjechałaś do Australii. Nie miałem jednak pojęcia, że apteka w małym miasteczku to szczyt twoich ambicji.
Zacisnęła wargi. Czuła się przy nim taka nieobyta. Zupełnie tak, jakby miała znowu dwadzieścia jeden lat. Z drugiej strony, zadał sobie trud, by dowiedzieć się o jej losy… Pewnie Richard powiedział mu, nie pytany. Ale może, kto wie, sam chciał wiedzieć?
Nie, to nie ma znaczenia. Nie wolno dopuścić, by miało. Adam McCormack nic dla niej nie znaczy. Ruszyła szybko w stronę parkingu.
Poryw północnego wiatru przyniósł falę nieznośnego upału. Adam przystanął i popatrzył zazdrośnie na jej lekką bawełnianą sukienkę.
– Wiedziałem, że tu gorąco, ale nie sądziłem, że aż tak.
Postawił walizy i zdjął marynarkę.
– Najwyraźniej jest pan świetnie przygotowany – zauważyła z przekąsem Christy.
Adam spojrzał na nią z ciekawością. Strumień ludzi rozstępował się, aby ominąć walizki, ale on nie zwracał na to uwagi.
– Mam wrażenie, że to, co widzę, to nie złudzenie – powiedział cicho.
– A co pan widzi? – Christy niecierpliwie spojrzała na zegarek i przestąpiła z nogi na nogę.
– Wrogość – odpowiedział. – Nie wygląda to na miłe powitanie.
– Spodziewał się pan gorących powitań?
– Pani brat twierdził, że Corrook pilnie potrzebuje nowego lekarza. Czyżby to nie była prawda?
– To prawda – przyznała niechętnie – ale nie mam pojęcia, co mogło skłonić wziętego londyńskiego ginekologa do podjęcia praktyki w miasteczku takim jak nasze. – Spojrzała nad rozpalonym asfaltem w stronę samochodu – Możemy jechać?
– Może najpierw coś wyjaśnimy. – Stał nieporuszony. Ciemnozielone oczy patrzyły na nią badawczo, jak gdyby byli tylko we dwoje i mieli czas do końca świata. – Co cię ugryzło, Christy?
– Nic takiego. – Zawahała się. – Dopiero w piątek dowiedziałam się…
– I jesteś przeciwna mojemu przyjazdowi!
– Nie, to znaczy tak… – Wzięła głęboki oddech.
