
Odczuwał potrzebę samotności. Chciał zebrać siły, żeby pokonać chorobę.
Ostatni spacer po mieście. Pub, w którym zwykli siadywać Irlandczycy, ominął, nie był teraz w stanie z nikim rozmawiać.
Dziwne, że tak całkiem bez cienia sentymentu patrzył na te ulice. Do niczego tutaj nie zatęskni, w ogóle mu się nie wydawało, że coś się dzieje „po raz ostatni”. A tak naprawdę to czy on się tu dobrze czuł? Po prostu pracował, robił, co do niego należało, ale pozostały czas roztrwonił. Bo do czego w życiu doszedł? W dzieciństwie nie bardzo miał warunki do nauki, ale nie znajdował wytłumaczenia, dlaczego później nie uzupełnił braków. Po prostu pozwolił, by czas po pracy płynął w najprostszy i wymagający najmniej wysiłku sposób.
Zresztą, jeśli wziąć pod uwagę jego obecną sytuację, to właściwie wszystko jedno. Przynajmniej nie wyrzucał pieniędzy na i tak niepotrzebne wykształcenie.
Z jednego cieszył się przed tą podróżą do Norwegii. Otóż matka rozmawiała z dziećmi po norwesku i był pewien, że jeszcze do końca nie zapomniał tego języka, choć wyszedł z domu tak dawno temu. To, czego się człowiek nauczy we wczesnym dzieciństwie, przypomina się potem, kiedy jest potrzebne.
Mosahan głęboko wciągnął powietrze, co sprawiło mu ból. Był gotów do wyjazdu.
Wędrowiec mówił prawdę: Tengel Zły zaczynał się budzić.
W sensie fizycznym nie mógł tego zrobić. Ciało potwora nadal spoczywało sparaliżowane w ciemnej jaskini tak głęboko pod ziemią, że tylko borsuk lub lis mógł się tam dostać. Ale nawet one, gdy tylko zwietrzyły obrzydliwy odór unoszący się nad posłaniem, zmykały gdzie pieprz rośnie.
