Ten spokój także rozpoznaję, myślał dalej doktor. On nie zaakceptował swojej sytuacji, jest przekonany, że wyrok śmierci go nie dotyczy. Jeszcze nie.

No trudno, musi, jak każdy, przejść przez wszystkie stadia! Szkoda, że akurat ktoś taki wspaniały! Istnieje tylu ludzi bez wyrazu, pozbawionych osobowości, anonimowych, o których stare przysłowie powiada, że wchodzi ich trzynastu na tuzin. Morahan jest inny. Przyjemnie na niego popatrzeć. Silny. Niezłomny…

Morahan ruszył ku drzwiom.

– Do zobaczenia!

No, tak, to spojrzenie też pojawia się prawie zawsze. Troszkę jakby triumfujące. „Do zobaczenia! Ja cię zaskoczę, doktorze! Bo, widzisz, kiedy tu wrócę, będę już zdrowy!”

– Do zobaczenia! – odpowiedział doktor przyjaźnie.

Morahan pakował swoją dopiero co zakupioną walizkę. Nie z tych najdroższych, ale prezentowała się elegancko. Starannie układał koszule i inne rzeczy, którym pralnia przywróciła ładny wygląd. Ciepły sweter także kupił, bo mówiono, że w Norwegii może być o tej porze chłodno. W ostatniej chwili dokupił jeszcze piżamę. Dotychczas znakomicie obchodził się bez niej.

Z przedsiębiorstwa nie dostał żadnej odprawy, kiedy kończył pracę, ale miał trochę oszczędności i teraz postanowił je wykorzystać. Pogrzebem niech się inni martwią, myślał z wisielczym humorem, bo osiągnął właśnie takie stadium, że mógł żartować na temat tej ewentualności. Ale jej nie akceptował, co to, to nie! Kiedy myślał w ten sposób o pogrzebie, chodziło o kogoś całkiem innego. Ian Morahan…

Nie znał go, tego umierającego Iana Morahana. To jakaś inna osoba. On sam zamierzał żyć, to nie ulegało wątpliwości.

Dla doktora to swego rodzaju rozdwojenie osobowości nie byłoby zaskoczeniem.

Morahan ostrożnie włożył do walizki stary list. Dostał go kiedyś od matki. Był adresowany do niej, a przyszedł od siostry z Norwegii. Na kopercie widniało nazwisko i adres ciotki, gdyby Ian zechciał kiedyś odwiedzić strony, skąd pochodziła matka. Prawdopodobnie ma tam mnóstwo krewnych. Nie był jednak pewien, czy pragnie ich poznać. Siedzieć i rozmawiać przy stole zastawionym wszystkim, co w domu najlepszego, na przyjęcie kuzyna Iana, czy jak by go tam chcieli nazywać.



3 из 217