– Idzie pan tam? – spytał lekarz.

– Spróbuję.

– Pójdę z panem – powiedziała Julia Brasher.

Bosch obejrzał się na nią, po czym odwrócił głowę, gdy usłyszał szum samochodu. Był to radiowóz; stanął przy nich i Edgewood opuścił okno.

– Podłapaliśmy gorący numerek, partnerko. Pijaczki.

Skinieniem głowy wskazał puste siedzenie obok siebie. Brasher zmarszczyła czoło i obejrzała się na Boscha.

– Nienawidzę awantur domowych.

Bosch się uśmiechnął. On też ich nie znosił, zwłaszcza kiedy kończyły się zgonami.

– Przykro mi.

– No cóż, może następnym razem. Policjantka wyszła przed przód samochodu.

– Proszę – powiedział Bosch, wyciągając latarkę w jej stronę.

– Mam w wozie zapasową – odrzekła. – Może pan mi ją oddać przy okazji.

– Na pewno?

Kusiło go, żeby zapytać ją o numer telefonu, ale się powstrzymał.

– Na pewno. Powodzenia.

– Proszę na siebie uważać – odparł Harry.

Uśmiechnęła się i spiesznie przeszła na drugą stronę radiowozu. Wsiadła i samochód ruszył z miejsca. Bosch skierował uwagę na Guyota i psa.

– Atrakcyjna kobieta – ocenił lekarz.

Bosch przemilczał te słowa, zastanawiając się, czy lekarz wypowiedział je, bo widział, jakie wrażenie wywarła na nim Julia Brasher. Nie chciał, żeby czytano w nim jak w otwartej księdze.

– W porządku, doktorze – powiedział. – Niech pan spuści psa. Postaram się za nim nadążyć.



12 из 353