Harry wyjrzał przez przednią szybę, gdy przykryte zielonym kocem ciało samobójczyni wtaczano na noszach do niebieskiej furgonetki z biura koronera. Wewnątrz było widać jeszcze jedne przykryte nosze, leżała na nich ofiara wcześniejszego samobójstwa, trzydziestoczteroletnia aktorka, która zastrzeliła się w samochodzie, zaparkowanym w punkcie widokowym na Hollywood przy Mulholland Drive. Bosch i ekipa z biura koronera przyjechali razem z miejsca pierwszego samobójstwa na drugie.

Zaćwierkał telefon komórkowy. Bosch z zadowoleniem zareagował na dźwięk, który oderwał go z rozmyślań o tych zgonach. Dzwonił Mankiewicz, sierżant dyżurny komendy Hollywood Departamentu Policji Los Angeles.

– Skończyliście już?

– Zaraz odjeżdżam.

– Coś ważnego?

– Samobójczyni, która się rozmyśliła. Masz coś jeszcze?

– Tak. Ale uznałem, że nie powinienem zawiadamiać cię o tym przez radio. Dziennikarze mają dzisiaj mnóstwo wolnego czasu, dostaję więcej telefonów od reporterów niż zgłoszeń od ludności. Wszyscy pismacy chcą sklecić materiał o tej aktorce. Historyjkę spod znaku „śmierć hollywoodzkiego snu”, rozumiesz. Pewnie rzuciliby się i na najnowsze zgłoszenie.

– O co tym razem chodzi?

– Właśnie zadzwonił jakiś gość z Wonderland Avenue. W Laurel Canyon. Mówi, że jego pies biegał po lesie i wrócił z kością w pysku. Facet twierdzi, że to ludzka kość – ramię dziecka.

Bosch mało nie jęknął. Tego rodzaju zgłoszenia zdarzały się cztery, pięć razy w roku. Po histerii zawsze następowało proste wyjaśnienie: kość była pochodzenia zwierzęcego. Bosch zasalutował przez szybę dwóm noszowym z biura koronera.

– Wiem, o czym myślisz, Harry.



2 из 353