
Włożył dłoń do pudła i wyjął rękawiczkę. Przypomniał coś sobie i podał ją Teresie.
– Mężczyzna, którego pies znalazł kość, powiedział, że jest na niej ślad złamania. Wygojonego. Zechcesz się przyjrzeć…
– Nie, jestem spóźniona na spotkanie. Już wiesz, że jest ludzka. Uzyskałeś potwierdzenie. Dalsze oględziny nastąpią później, we właściwych warunkach w biurze patologa. Naprawdę muszę już iść. Będę na miejscu jutro rano.
Spojrzał jej w oczy.
– Nie wątpię, Tereso. Baw się dobrze.
Odwróciła od niego wzrok i skrzyżowała ramiona na piersiach. Bosch ostrożnie nakrył pudełko, skinął Teresie głową i zawrócił do samochodu. Usłyszał zamykające się za nim ciężkie drzwi.
Gdy mijał sadzawkę z rybkami, znów przypomniał mu się film.
– „Daj spokój, Jake, to tylko Chinatown” – powiedział na głos ostatnią kwestię.
Wsiadł do samochodu i ruszył do domu, cały czas podtrzymując pudełko na siedzeniu obok siebie.
Rozdział 5
Do dziewiątej następnego ranka koniec Wonderland Avenue zamienił się w obóz pracowników organów ścigania. W jego centrum znajdował się Harry Bosch. Kierował zespołami mundurowych, K-9, z wydziału kryminalistycznego oraz ekipą służb specjalnych. W górze krążył helikopter wydziału, a tuzin kadetów akademii policyjnej kręciło się w oczekiwaniu na polecenia.
Jednostka powietrzna namierzyła wcześniej krzak szałwii, owinięty przez Boscha żółtą taśmą.
