
– I co, mogę z nią porozmawiać?
– O tej starej sprawie, ale nie o wypadku.
– Glorio, do cholery, jestem z wydziału zabójstw. Gówno mnie obchodzi kraksa na obwodnicy. Chyba że… Poczekaj, czy ona to zrobiła specjalnie? Próbowała zabić ludzi jadących drugim autem? Kurczę, to może mój szczęśliwy dzień i rozwiążę dwie sprawy za jednym zamachem, właśnie tak. – Pstryknął palcami.
Gloria udawała znudzoną.
– Kevin, zostaw takie żarciki dla swojego sierżanta. On jest wesołkiem, a ty lalusiem.
Kobieta na szpitalnym łóżku miała mocno zaciśnięte powieki, jak dziecko udające oposa. Światło w pomieszczeniu ukazywało też delikatne włoski na jej ramieniu i na boku twarzy, jasny meszek. A także wory pod oczyma, ślad długotrwałego wyczerpania. Otworzyła oczy na chwilkę, potem zamknęła.
– Jestem taka zmęczona – wymamrotała. – Glorio, nie mam siły…
– On tu długo nie zostanie, słodziutka. Słodziutka?
– Jemu chodzi tylko o pierwszą część. Pierwsza część? To co było drugą?
– Ale to jest najtrudniejsze. Nie możesz po prostu ty mu powiedzieć i dać mi spokój?
Musiał sam wziąć sprawy w swoje ręce, nie czekać, aż Gloria go przedstawi, czego zresztą najwyraźniej nie miała zamiaru zrobić.
– Nazywam się Kevin Infante, jestem detektywem z wydziału zabójstw policji hrabstwa Baltimore.
– Infante? Tak jak „dziecko” po włosku?
Oczy ciągle zamknięte. Chciał, żeby je otworzyła. Aż do tej chwili nigdy się nie zastanawiał, jak ważne w tym, co robi, są otwarte oczy. Jasne, pamiętał o kontakcie wzrokowym, wiedział, co to znaczy, gdy ktoś unika twojego spojrzenia. Ale jeszcze nigdy nie miał do czynienia z taką osobą jak tutaj, ściśle mówiąc, jak z leżącą tutaj, z kimś tak mocno zaciskającym powieki.
– Jasne – powiedział, jakby nigdy tego wcześniej nie słyszał, jakby jego dwie byłe żony ciągle mu o tym nie przypominały.
