
Pociągnęła za kosmyk grzywki, zabłąkane czerwonobrązowe włosy, z dużymi siwymi odrostami. Jak zwykle była wrakiem samej siebie. Szminka na i poza linią ust. Brak guzika w żakiecie. Buty, kiedyś drogie, teraz powycierane i wypchane na palcach, jakby ciągle kopała w coś bardzo twardego. Pewnie piszczel jakiegoś detektywa.
– To ona cię wynajęła?
– Cóż, zawarłyśmy pewien układ.
– Glorio, „tak” czy „nie”? Jesteś jej prawnikiem?
– Na razie tak. Przejmuję sprawę wraz z zapewnieniem tej kobiety, że zdoła zapłacić mi honorarium. – Błysnęła do niego oczyma. – Jesteś tu z powodu zabójstwa, prawda? Nie wypadku drogowego?
– Pieprzę to, co ona zrobiła ze swoim wozem.
– Jeśli powie ci o morderstwie, czy możemy odstawić na bok te sprawy związane z ruchem drogowym? Naprawdę, nikt tam nie zawinił, ona spanikowała…
– Cholera, Glorio. Za kogo ty się masz, żeby ze mną dobijać targów? Wypadek w zamian za to, co jest jakąś tajemnicą? Na każdy układ musi być zgoda prokuratora. Wiesz o tym.
– No dobra, to może zabronię ci się z nią spotkać. Jest wyczerpana, ma uraz głowy. Chyba w ogóle nie powinna rozmawiać z kimkolwiek, dopóki lekarz nie stwierdzi, czy uraz mógł mieć wpływ na pamięć.
– Zbadali ją ostatniej nocy.
– Zajęto się obrażeniami i przeszła badanie psychiatryczne. Ale ja chciałabym przyprowadzić neurochirurga. Ona może nawet nie pamiętać kolizji, tego, że opuściła miejsce wypadku.
– Zachowaj te pierdoły do podsumowania sprawy, a teraz kawa na lawę. Chcę wiedzieć, jaką zagadkę obiecała rozwiązać i czy ona podlega naszej jurysdykcji.
– Och, jak najbardziej jest w twojej jurysdykcji, detektywie. – Kiedy Bustamante rozmawiała z mężczyznami, często w jej głosie pojawiały się nutki nieprzyzwoitości.
Gdy Infante ją poznał, sądził, że takie podteksty są tylko maską w kontaktach z innymi ludzi, sposobem na ukrycie orientacji seksualnej. Ale Lenhardt upierał się, że to bardzo rozwinięta ironia, rodzaj gadania-pieprzenia, którym Gloria stale się posługuje, żeby nie wyjść z wprawy.
