
Grastensholm prezentowało się równie wspaniale jak Lipowa Aleja, a nawet piękniej, jako że było bardziej okazałe. Tak będzie, dopóki zajmują się nim Tarald z Irją i Liv. Co nastąpi później, kiedy schedę przejmie młody Mattias Meiden, trudno przewidzieć. Mattias był lekarzem i swej pracy oddał się bez reszty. Ale jeśli będzie miał dobrego zarządcę…
Mattias także się nie ożenił, chociaż skończył już trzydzieści lat. Andreas uśmiechnął się. Mattias był tak wspaniałym człowiekiem, że na samą myśl o nim robiło się cieplej na sercu. Byłoby jednak jakby nie w porządku, gdyby wybrał sobie tę jedną jedyną. Uważano, że Mattias jest własnością ogółu ludzkości. Małżeństwo mogłoby go ograniczyć, nie miałby wówczas czasu dla innych.
Rzecz jasna takie myślenie było bardzo egoistyczne. Mattias również miał prawo przeżyć prawdziwą miłość, jaka może zrodzić się między dwojgiem ludzi. Do tej pory jednak wydawało się, że wcale za nią nie tęskni.
Na skraju lasu, niedaleko od miejsca, w którym siedział, ujrzał Andreas niedużą, nędzną chałupę. Ciarki przebiegły mu po plecach. Wiedział, że tam mieszka Nattmann. Hycel i jego córka. Właśnie teraz dostrzegł kobiecą postać zmierzającą ku oborze. Zaraz znikła mu z oczu. To musiała być Hilda. Andreas nigdy nie widział jej z bliska. Mieszkała tam od zawsze, ale dla mieszkańców wioski jakby nie istniała.
Pamiętał ją jednak ze spotkań okolicznej młodzieży w jasne letnie noce podczas tańców w lesie, choć od tamtej pory upłynęło już kilka lat. Zarysowała mu się mgliście jako milcząca postać między drzewami, trzymająca się z dala od wesołej, hałaśliwej gromady. Córkę Nattmanna widywano tylko jako niewyraźną sylwetkę. Jeśli ktoś zanadto się zbliżał, by z niej kpić i drwić, znikała natychmiast wśród leśnych cieni i tej samej nocy nigdy już nie wracała.
