
W drzwiach stanął Art.
– Kochanie, nie zapomnij zadzwonić do hydraulika w sprawie bojlera.
Hydraulik na pewno nie był Po Dziewiąte, Ruth była tego absolutnie pewna.
– Przepraszam, ale czy nie mógłbyś sam tego zrobić? Jestem dziś zajęta cały dzień.
– Mam spotkania, szykują się trzy apelacje. – Art był konsultantem językowym, a w tym roku zajmował się sprawami niesłyszących więźniów, których aresztowano i osądzono, nie umożliwiając im skorzystania z usług tłumaczy.
Ruth miała ochotę powiedzieć mu, że to jego dom, lecz zmusiła się do rozsądnego i łagodnego tonu, jakim przemawiał do niej Art.
– Nie możesz zadzwonić z biura w przerwie między spotkaniami?
– Wtedy musiałbym później zadzwonić do ciebie i sprawdzić, kiedy będziesz w domu, żeby mogli przyjść to naprawić.
– Nie wiem dokładnie, kiedy będę w domu. Zresztą znasz takich fachowców. Mówią, że będą o pierwszej, a przychodzą o piątej. To, że pracuję w domu, nie znaczy, że nic nie robię. Naprawdę mam dzisiaj ciężki dzień. Po pierwsze, muszę… – I zaczęła wyliczać wszystkie rzeczy do zrobienia.
Art zgarbił się i westchnął.
– Dlaczego tak wszystko utrudniasz? Myślałem tylko, że gdybyś mogła, gdybyś znalazła czas… ach, nieważne. – Odwrócił się.
– Dobrze już, dobrze, zajmę się tym. Ale jeślibyś skończył jakieś spotkanie wcześniej, możesz przyjechać do domu?
– Oczywiście. – Art pocałował jaw czoło. – Dzięki. Nie prosiłbym cię o to, gdybym nie był taki zaganiany. – Znów ją pocałował. – Kocham cię.
Nie odpowiedziała, a po wyjściu Arta chwyciła płaszcz i kluczyki. Zobaczyła dziewczynki stojące w korytarzu i przyglądające się jej krytycznie. Poruszyła dużym palcem u nogi. Po Dwunaste, ciepła woda.
