
– Posłuchaj, Wendy, wiem, że to ważne, może zadzwonię, kiedy odwiozę dziewczynki, dobrze?
Odłożywszy słuchawkę, Ruth powtórzyła sobie wszystkie rzeczy, które miała dziś do zrobienia. Było ich dziesięć, więc zaczęła od kciuka. Po Pierwsze, zawieźć dziewczynki do szkółki łyżwiarskiej. Po Drugie, odebrać z pralni garnitury Arta. Po Trzecie, zrobić zakupy na kolację. Po Czwarte, odebrać dziewczynki z lodowiska i podrzucić je do domu ich przyjaciółki przy Jackson Street. Po Piąte i Szóste, zadzwonić do tego aroganckiego klienta, Teda, a potem do Agapi Agnos, którą właściwie lubiła. Po Siódme, skończyć szkic rozdziału książki Agapi Agnos. Po Ósme, zadzwonić do Miriam, byłej żony Arta, żeby ją zapytać, czy pozwoli dziewczynkom zostać u nich przez weekend na kolacji z okazji Święta Pełni Księżyca, kiedy odbywał się doroczny zjazd rodziny Youngów, którego Ruth miała być w tym roku gospodynią.
A co Po Dziewiąte? Zawsze organizowała sobie plan dnia według liczby palców dłoni. Co dzień miała do zrobienia pięć albo dziesięć rzeczy. Nie przestrzegała tego zbyt dokładnie: dodatkowe i niespodziewane zadania mieściły się na palcach stóp. Po Dziewiąte, Dziewiąte… Mogła umieścić telefon do Wendy na początku kolejki, spychając tym samym resztę o jedno oczko do przodu. Ale wiedziała, że telefon będzie nadprogramową sprawą, Po Jedenaste. A co było Po Dziewiąte? Po Dziewiąte zwykle miała do zrobienia coś ważnego, bo była to ważna liczba, którą matka nazywała liczbą pełni, liczbą, która oznaczała: “Nie zapomnij, bo inaczej możesz wszystko stracić". Czy Po Dziewiąte miało coś wspólnego z matką? Ruth zawsze znajdowała jakiś powód do niepokoju, związany z matką. Ale nie była to jakaś szczególna rzecz, o której musiałaby pamiętać. Chodziło o ogólny stan umysłu.
To LuLing nauczyła ją zapamiętywać, licząc na palcach. Dzięki tej metodzie LuLing nigdy o niczym nie zapominała, zwłaszcza o kłamstwach, oszustwach i innych złych uczynkach, popełnionych przez Ruth od dnia jej narodzin. Ruth wciąż miała przed oczyma matkę liczącą po chińsku, zaginającą palce do wewnątrz dłoni, poczynając od najmniejszego, i widok tego gestu utwierdzał Ruth w przekonaniu, że nie ma już wyjścia i żadnej drogi ucieczki. Ona sama, licząc, trzymała palce rozcapierzone, po amerykańsku. Co było Po Dziewiąte? Włożyła ciężkie sandały.
