Droga Ciocia wyszorowała mi twarz i uszy. Rozdzieliła moje włosy i rozczesała grzywkę. Zwilżyła kosmyki sterczące jak nogi pająka. Potem zebrała włosy w dwa pęki, które zaplotła w warkocze. Jeden związała czerwoną wstążką, drugi zieloną. Potrząsnęłam głową, a warkocze zakołysały się niczym uszy wesołych pałacowych psów. Droga Ciocia pociągnęła nosem, jak gdyby też była psem, który zastanawia się: co tak ładnie pachnie? Właśnie tak wymawiała moje przezwisko – Piesek. W ten sposób mówiła.

Zamiast głosem porozumiewała się posapywaniem, westchnieniami, prychnięciami w różnym rytmie. Mówiła mi o rozmaitych rzeczach za pomocą grymasów i pomruków, marszcząc brwi, rzucając krótkie spojrzenia. Pisała o świecie na mojej małej przenośnej tablicy. Poczerniałymi dłońmi pokazywała mi też różne obrazy. Wychowywałam się w otoczeniu bezgłośnego i wyrazistego języka – mowy rąk, twarzy i kredy.

Zwijała włosy w ciasny węzeł tuż przy skórze, ja tymczasem bawiłam się jej szkatułką ze skarbami. Wyjęłam śliczny grzebień z kości słoniowej, na którego końcach były wyrzeźbione koguty. Droga Ciocia urodziła się pod znakiem Koguta.

– Włóż – zażądałam, trzymając ozdobę w wyciągniętej dłoni. – To ładne.

Byłam jeszcze na tyle mała, by wierzyć, że źródłem piękna są rzeczy, i chciałam, żeby Matka była jej bardziej przychylna. Droga Ciocia pokręciła jednak głową. Zdjęła szal, pokazała na swoją twarz i ściągnęła brwi. Po co mi piękność? – mówiła w ten sposób.

Grzywka opadała jej do samych brwi, tak samo jak mnie. Włosy z tyłu były związane i spięte srebrną szpilką. Miała brzoskwiniowe czoło, szeroko osadzone oczy i pełne policzki, zwężające się ku pulchnemu nosowi. Tak wyglądała górna część jej twarzy. Była jeszcze dolna.

Jej poczerniałe opuszki migały jak skaczące płomienie. Zobacz, co zrobił ogień.

Nie uważałam, by była brzydka, w przeciwieństwie do innych członków rodziny.

Kiedyś usłyszałam, jak Matka powiedziała:



2 из 337