
Widziano też Triss Merigold i wiedźmina Eskela z Kaer Morhen, znikających w altanie parkowej, zaś nad
ranem ktoś doniósł, że z altany tej wychodził doppler Tellico. Gubiono się w domysłach, czyją postać przyjął doppler – Triss czy Eskela. Ktoś nawet zaryzykował pogląd, że na zamku może być dwóch dopplerów. Chciano spytać o zdanie smoka Villentretenmertha jako specjalistę od zmiennokształtności, ale okazało się, że smok zniknął, a wraz z nim dziwka Merle.
Zginęła także druga dziwka i jeden z proroków. Prorok, który nie zginął, twierdził, że jest prawdziwym, ale nie umiał tego udowodnić.
Zginął także podający się za Schuttenbacha gnom i nie odnaleziono go do tej pory.
– Żałuj – dokończył bard, ziewając szeroko. – Żałuj, że cię przy tym nie było, Geralt. Tęgi był bal.
– Żałuję – mruknął wiedźmin. – Ale wiesz… Nie mogłem, bo Yennefer… Sam rozumiesz…
– Pewnie, że rozumiem – rzekł Jaskier. – Dlatego się nie żenię.
VIII
Z kuchni zamkowej dobiegały brzęki saganów, wesołe śmiechy i przyśpiewki. Wyżywienie całej bandy gości stanowiło niejaki problem, bo król Herwig praktycznie służby nie posiadał. Obecność czarodziejów także
nie rozwiązywała sprawy, bo w drodze powszechnego consensusu postanowiono jeść naturalnie i zrezygnować z kulinarnych czarów. Skończyło się więc tym, że Nenneke zagoniła do pracy kogo tylko mogła. Z początku nie było to łatwe – ci, których kapłanka dopadała, o pracach kuchennych pojęcia nie mieli, a ci, którzy mieli, uciekli. Nenneke znalazła jednak niespodziewaną pomoc w osobach Gardenii Biberveldt i hobbitek z jej świty. Znakomitymi i sympatycznymi we współpracy kucharkami okazały się też, o dziwo, wszystkie cztery nierządnice z grupy Jaskra.
