
towarzyszące temu objawy, między innymi ostrą melancholię. W zachodnim skrzydle zamku ryczała Annika, córka wójta Caldemeyna, która nie wiedziała, że glamarye należy wcierać pod oczy, zjadła swój przydział i
dostała rozwolnienia. Ciri przyjęła swoją porcje glamarye i natarła nią Kelpie.
Popłakały się też kapłanki Iola i Eurneid, albowiem Yennefer zdecydowanie odmówiła włożenia białej sukni ślubnej, która uszyły. Nie pomogła interwencja Nenneke. Yennefer klęła, rzucała sprzętami i zaklęciami, powtarzając, że w białym wygląda jak jakaś pieprzona dziewica. Zdenerwowana Nenneke też zaczęła wrzeszczeć, zarzucając czarodziejce, że zachowuje się gorzej niż trzy pieprzone dziewice naraz. W odpowiedzi Yennefer wyczarowała piorun kulisty i rozwaliła dach na narożnej baszcie, co zresztą miało swoją dobrą stronę – huk był tak straszny, że córka Caldemeyna dostała szoku i przeszło jej rozwolnienie.
Ponownie widziano Triss Merigold i wiedźmina Eskela z Kaer Morhen, czule objętych, przemykających chyłkiem do altany w parku. Tym razem nie było wątpliwości, że to oni we własnych osobach, bo doppler Tellico pił piwo w towarzystwie Jaskra, Dainty Biberveldta i smoka Villentretenmertha.
Mimo zawziętych poszukiwań nie odnaleziono gnoma podającego się za Schuttenbacha.
X
– Yen…
Wyglądała czarująco. Czarne, falujące, upięte złotym diademikiem loki opadały lśniącą kaskadą na ramiona i wysoki kołnierzyk długiej brokatowobiałej sukni o bufiastych, czarno prążkowanych rękawkach, ściągniętej w stanie niezliczoną ilością udrapowań i liliowych wstążek.
– Kwiaty, nie zapomnij o kwiatach – powiedziała Triss Merigold, cała w głębokich błękitach, wręczając narzeczonej bukiet białych róż. – Och, Yen, tak się cieszę…
– Triss, kochana – załkała niespodziewanie Yennefer, po czym obie czarodziejki objęły się ostrożnie i pocałowały sobie powietrze obok uszu i brylantowych kolczyków.
