
– Przecież wiesz, że Yennefer jest kwarteronką, a w twoich cywilizowanych okolicach nie tolerują mieszanych małżeństw.
– Na Wielka Melitele! Cóż znaczy, jedna czwarta elfiej krwi? Przecież prawie każdy ma jakąś tam domieszkę krwi Starszego Ludu! To nic innego, jak idiotyczny przesąd!
– Nie ja go wymyśliłem.
V
Listę gości – niezbyt długą – narzeczeni ułożyli wspólnie, a zapraszaniem miał zająć się Jaskier. Wkrótce wyszło na jaw, że trubadur listę zgubił, i to zanim jeszcze zdążył ją przeczytać. Zawstydzony, nie przyznał się i poszedł na łatwiznę – zaprosił kogo tylko się dało. Oczywista, Jaskier znał Geralta i Yennefer na tyle dobrze, by nikogo istotnego nie pominąć, nie byłby jednak sobą, by nie wzbogacił spisu gości o przerażającą liczbę osób całkiem przypadkowych.
Zjawił się zatem stary Vesemir z Kaer Morhen, wychowawca Geralta, a wraz z nim wiedźmin Eskel, z którym Geralt przyjaźnił się od lat dziecinnych.
Przybył druid Myszowór w towarzystwie wyższej od niego o głowę i młodszej o jakieś sto lat ogorzałej blondynki o imieniu Freya. Wraz z nimi zjawił się jarl Crach an Craite ze Skellige w towarzystwie synów Ragnara i Lokiego. Ragnarowi, gdy jechał konno, nogi sięgały prawie do ziemi, a Loki przypominał filigranowego elfa. Nie było w tym nic dziwnego, byli braćmi przyrodnimi, synami różnych nałożnic jarla.
Zameldował się wójt Caldemeyn z Blaviken z córką Anniką, dość atrakcyjną, choć potwornie nieśmiałą panną.
Przybył krasnolud Yarpen Zigrin, co ciekawe, sam, bez towarzyszących mu zwykle brodatych bandytów nazywanych "chłopcami". Do Yarpena dołączył w drodze elf Chireadan, osobnik o nie do końca jasnej, ale niewątpliwie wysokiej pozycji wśród Starszego Ludu, eskortowany przez kilku nieznanych nikomu małomównych elfów.
